Pierwszego dnia praktyk zapoznałem się z obsługą faxu, telefonu oraz kserokopiarki.
O ile telefon wydawał mi się rzeczą mało skomplikowaną technicznie o tyle obsługa aparatu wielofunkcyjnego z kilkoma liniami okazuje się nie lada sztuką…
Fax to pryszcz: włożyć do góry nogami i odwrotnie, zadzwonić i potem start. Bułka z masłem!
Ksero: odnalezienie i wybranie właściwego miejsca do ułożenia odpowiedniego formatu kartki jest banalnie proste, o ile zaznaczone jest to kolorowymi kreskami. Przy braku takich oznaczeń, co zdarza się w starych zdezelowanych modelach, kserowanie czegokolwiek przypominało w moim wykonaniu zabawę, w co mi wyjdzie jak położę kartkę tu a co jeśli tam…uda się czy się nie uda…zgaduj zgadula. Jeśli dodamy do tego jeszcze wciąganie papieru w wałki mechanizmu oraz konieczność nagrzewania się urządzenia za każdym razem, gdy zablokuje go papier, kserowanie 10 kopii 7-stronnicowej broszury potrafi zająć nawet 60 minut.
Śmiałkom życzę milej zabawy…
Ponadto zauważyłem, że w jakichkolwiek kontaktach z panią kierownik przydatna jest znajomość odpowiedniego aparatu pojęciowego na poziomie biznes inglisz: target, agenda, tipsy, oki doki, stejtment, aplikejszyns, zaaplikować, lifletsy, czelendż, hendałty… O szit, fak ju ju bicz!

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.