Weekend

W sobotę dwa tygodnie temu obudziłem się wcześnie rano, poczym z uśmiechem na twarzy zakomunikowałem matce rodzicielce, że nie nocuję dziś w domu tylko poza, w bliżej niesprecyzowanym miejscu.
Naturalnie oboje rodziców, myśląc w sposób wyłącznie linearny założyli opatrznie, że wyjeżdżam do kobiety swojego życia. Nic bardziej mylnego…

W niedziele A. miał uczyć się do egzaminu więc postanowiłem dać mu trochę wytchnienia i wróciłem do domu wcześniej – tylko bym go dekoncentrował tymi swoimi oczkami, w których „widać same tylko kurestwo”.
W domu nie mogłem jednak wysiedzieć, tak ładnie świeciło słoneczko. Telefony znajomych jak na złość milczały, dopiero brat wyciągnął mnie do Rynku na piwo i nawet pierwszy raz w życiu postawił mi kolejkę!
Potem niespodziewanie zadzwonił A., powiedział że tęskni, że się już wszystkiego „naumiał” a za niecałą godzinkę siedział razem z nami w Coffee Planet – drugi, najbardziej rozrywany i poszukiwany przez znajomych i przyjaciół człowiek. Naiwny myślałem, że tytuł najbardziej pożądanego i hołubionego przez towarzystwo należy do mnie (…słowo „gwiazdor” pasuje w tym kontekście jak ulał) a tu znalazł się jeszcze ktoś. Teraz wiem, że nie jestem sam a konkurencja czuwa… Tego niedzielnego wieczoru znów byłem pijany ze szczęścia i bynajmniej nie sprawił tego alkohol…

Dodaj komentarz

San Francisco

Wczoraj wieczorem, późno kładąc się spać, zdałem sobie sprawę, że dokładnie za 3 miesiące, dokładnie o tej porze, będę w San Francisco. Jak ten czas szybko zleciał…

Mam już nawet zarezerwowany bilet, ale tym razem postarałem się bardziej…
Nie skorzystałem z ulubionych linii AA bin Ladena ani Alitalia, których pasażerowie dziwnym trafem znikają w systemie rezerwacji w dość tajemniczych okolicznościach a bagaże nigdy nie dolatują na miejsce przeznaczenia.
Nie wiem tylko jak uniknąć wątpliwej atrakcji awaryjnego lądowania znów gdzieś na Nowej Funlandii czy też w innym zapyziałym miejscu. Człowiek leci do Nowego Jorku a ląduje na kanadyjskim terytorium i na dodatek musi negocjować z immigration warunki wypuszczenia go, z niemal palącego się samolotu, bo ¾ pasażerów nie ma wymaganej kanadyjskiej wizy…

Dziś rano dostałem nawet emila od Amita: będę mógł z nim mieszkać razem w pokoju, jak w zeszłym roku. Mam tylko nadzieję, że pozbył się tych wszystkich swoich hinduskich korzenno – śmierdzących kadzidełek i pachnideł, bo perspektywa mieszkania – jak na bazarze rodem z Kalkuty – jakoś nie napawa mnie optymizmem…

I znów będzie wish-wash i metholowy Benson na śniadanie, wyprzedaże w Banana Republic, Urban Outfitters, Macy’s i Nordstormie, kawa i apple pie ala mode w Sweet Inspiration, zakupy w Safeway w Castro, truskawki na targu w Mission, linia F, niemal już slyszę ten glos zapowiadający kolejne stacje w MIUNI: Civic Center, Powell, Montgomery, Embarcadero…

To całkiem mila perspektywa… nie mogę się już doczekać…

Opublikowano podróże | Otagowano | 1 komentarz

Popołudniowa kawa w Hotelu Dorint

„Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód twego smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość”

Dzisiaj tato, podczas lunchu w meksykańskiej tawernie, zasugerował mi że mógłbym zostac ciut dłużej w San Francisco, niż moje zaplanowane 3,5 miesiąca.
Byłem zdziwony jego propozycją, tym bardziej że zabrzmiała ona w jego ustach tak, jakby chciał mi powiedzieć: hej synu dlaczego nie zostaniesz za Oceanem już na zawsze?

Zadzowniłem do M. i wyciagnąłem ją na spotkanie. Jako że oboje wywodzimy się z wrocławskiego Beverly Hills czyt. Akademii Ekonomicznej, nie zastanawiając sie długo wybraliśmy najbardziej snobistyczny i najmniej znany nam bar we Wroclawiu w Hotelu Dorint.
Oferta baru znakomita, jedzenie pyszne, obsługa miła i kompetentna i raczej nie branżowa (a szkoda bo całkiem apetyczna), ceny za to horendalne no ale cóż – wszystko co dobre musi kosztować…

Pogadaliśmy z M., udało mi się zrelaksować, mocny drink zrobił swoje – strasznie ucieszyłem się, że jest obok mnie ktoś taki jak ona…
Znów wrócił mi dobry nastrój i chęć bratania się ze wszystkimi wokół, ale tym razem M. nie chciała żebym zapoznał ją z wybranymi przez siebie mężczyznami. Klienci owszem obcokrajowcy, forsiaści, ale z wyglądu nie dotknąłbym ich nawet patykiem… M. tak jak ja ma dobry gust i chwała jej za to!

Na razie nie mam zielonego pojęcia co bedzie w październiku, ale zapewne będę miał czas pomysleć o tym jeszcze nie raz…

Otagowano | Dodaj komentarz

Początek końca studiów

19 marca zdałem swój ostatni egzamin na studiach – pod Fredrą o godz 11.00 na 4,5.
Dostałem to, co już dawno mi się należało, ale jako że Nasz personel ma lepsze i gorsze dni w stosunkach ze studentami (Panie miewają podwójne miesiączki w dniu zaliczenia…) musiałem wykazać odrobiną cierpliwości i po prostu poczekać – zajęło mi to aż 6 tygodni!!!
Teraz zostało mi już tylko napisanie pracy magazynierskiej, potem będę mógł z dumą obnosić się, że mam już wyższe wykształcenie.

Jak pomyślę ile przeżyłem przez te 5 (a nawet 6) lat na studiach to aż się łezka kręci w oku. Studia to rzeczywiście niezapomniany okres w życiu każdego człowieka.
Jak pomyślę że na AE zdawałem 2 razy i 2 razy nie dostałem się na wydział o jakim marzyłem…
Dopiero interwencja rodziców i łut szczęścia pozwoliły mi zająć dumne miejsce w rzeszy studentów dziennych Wydziału Gospodarki Narodowej. Fakt, ze wyszły przy tym wszystkie moje przekręty i błędy młodości to już osobna historia, ale wiem że dostałem wtedy wszystko to, na co zasłużyłem, poniosłem bolesne konsekwencje i nauczyłem się pokory. Co mnie nie zabija czynie mnie silniejszym.

Na studiach nauczyłem się, że nie tylko wiedza się liczy, spryt, cwaniactwo, dojścia, odpowiednie układy i umiejętność wyczucia potrzeb innych to też pewnego rodzaju sztuka… Nie świadczy to bynajmniej dobrze o mnie, czy w ogóle o człowieku, ale jestem świadom istnienia możliwości wystąpienia takich zachowań. Jeżeli powiedziałbym, że tego nie robię albo unikam za wszelka cenę – skłamałbym
Już nie będę pisał o wszystkich moich dokonaniach życiowych, bo niektórych po prostu się wstydzę, inne są już tylko przeszłością, a jeszcze inne mogą wywołać uczucia zazdrości i rywalizacji. Wbrew wszystkiemu, co się może wydawać nie jestem „pucharem przechodnim” ani bawidamkiem z przylepionym uśmieszkiem. Czasami podejmuję różne decyzje, głupsze i mądrzejsze, ale zawsze liczę się z ich konsekwencjami i ponoszę odpowiedzialność w przypadku porażki lub błędu w sztuce. Staram się zachować zdrowy rozsądek w chwilach odrobiny szaleństwa, ale wiadomo jak to z tym bywa…

Cieszę się że po tych kilku latach nadal zadowolony jestem z dokonanego wyboru. Wybrałem studia nie jak większość studentów, bo jest to modny kierunek albo że liczę na złotą kartę American Express i życie pełne puchu i piany w przyszłości. Raczej dlatego, że wiem iż będę w tym po prostu dobry. Teraz jak na ironię los mógłby zweryfikować moje plany…

A. wciąż jest. Podoba mi się ta zżerająca go ciekawość, skłonność do rzucania wszystkiego, byle tylko przyjechać i spotkać się…Martwię się tylko tym, że ma napięty obowiązkami grafik a nie wywiązanie się z nich może mieć przykre konsekwencje.
Musimy jakoś wspólnie zdecydować jak to będzie, poznałem go w stereo u video, znów ktoś podoba mi się, tak po prostu…

Słowa, zdania, akapity i w sumie całość tekstu dają obraz o człowieku, o jego wnętrzu. Czasem pisanie spełnia funkcję wentylu bezpieczeństwa, łatwiej jest bowiem nam nieraz o czymś pisać niż powiedzieć. Inaczej układają się myśli, gdy trzeba je przelać na papier, ba, inaczej się rozumuje, kiedy ma się poczucie wagi każdego słowa.
On potrafi pisać lekko, jakby było to tak naturalne jak oddychanie, tworzy długie zdania, zawierające informacje na bardzo różne tematy. Dla mnie jest to znak, że ma szczęście być posiadaczem nietuzinkowego intelektu, który potrafi naraz objąć wiele spraw, czasem bardzo różnych. Ma poczucie humoru i dystans do siebie, to szczególnie mnie urzeka.
Umiejętnie mi kadzi tymi wszystkimi komplementami, dlatego postanowiłem sobie czytać wszystkie listy kiedy będę motywacyjnie zubożały i miał dołek psychiczny – wtedy taka dawka pochlebstw przywróci mi optymizm i wiarę w siebie…Musi tylko liczyć się z konsekwencjami takiego postępowania – po wszystkim, co o sobie usłyszałem mogę w to jeszcze uwierzyć, stać się nieznośny i domagać się więcej takich superlatyw z jego ust.

Pomyślałem sobie, że gdyby się dowiedział, że analizuje słowa, zdania, akapity wg sobie tylko znanego kryterium, czytam listy po kilka razy, przyglądam się całości tekstu, który ma oddać jego obraz jako człowieka – zaśmiałby się. Powiedziałby: Twoje niedoczekanie, że Ci się to uda… Już moja w tym głowa, by odkrywanie mnie zajęło Ci więcej niż byś się mógł tego spodziewać…

Otagowano , | Dodaj komentarz

czy to początek czy koniec?

witaj

moze spotkalem faceta z ktorym nie chce chodzic do lozka.
moze spotkalem faceta ktorego nie chce widywac okazjonalnie.
moze spotkalem faceta ktory bedzie kims wiecej niz facetem.

zawsze chcialem milosci, ciepla bezpieczenstwa, bliskosci
mezczyzny. mojego mezczyzny.jego wiernosci, porankow i takich
tam pierdol romantyczsnych, wspolnego domu i innych nierealnych
rzeczy.

mam swiadomosc wielu ograniczen swojego zycia, swojej
osoby, ale jest klika waznych rzeczy w zyciu dla ktorych warto
czekac cos poswiecic, kochac.

jestem cierpliwy, potrafie czekac, nie wiem czy warto. czy
tamten facet tez chce, czy ma na tyle w sobie trudnych slow,
ktorych nie mozna powiedziec bo brzmia pretensjonalnie i
smiesznie, czy tamten facet chce odee mnie czegos wiecej a nie
przelotnej znajomosci, czy chcee dostac to co moge mu dac, a
mam tak wiele. na razie nie zdarzyl sie taki ktoremu bym chcial
obdarzyc soba.

czy tamten facet bedzie staly….
witaj

wrocilem grzecznie do domu.
podobasz sie gosi, i ja sie z tego ciesze.
daje nam szanse
dziekuje zaz dzisiaj, pozwoliles mi zapomniec o calym tym
cholernym swiecie, o problemach i o tym ze nie jest rozowo. bylo
mi cudownie. jestem odprezony i mam usmiech na twarzy co nie
zdarzalo mi sie od dawna, ot tak tylko dlatego ze jestem, ze zyje.

bardzo mi sie podobasz.
tak sobie pomyslalem, ze jesli sie zaangazuje i kolejny raz
polegne, to polegne juz na zawsze.
wiec jesli chcesz sie tylko zabawic, to nawet nie zaczynaj
ja nie mam sil na kolejna porazke…..
jest mi baaaaaaaaaaaaardzo dobrze z toba. nie chce tego
zmarnowac.
pozdrow brata
milej nocy i mysl troche o mnie.
a.

Otagowano | 1 komentarz

Dotyk

„dotyk łączy na bok
podniecenie i spokój
dotyk czasami dotyka
dotykanie w świecie zanika”

O milości nie ma co pisać. To rodzaj przewrotnej gry. Przegrywa ten, komu bardziej zależy. Ale tak naprawdę jej koniec jest nasmutniejszą rzeczą na świecie…

Otagowano | Dodaj komentarz

bez komentarza

Czesc!
Dzieki za maila. Jestes w porzadku .Na dzien dzisiejszy sytuacja moja nie przedstawia sie zbyt dobrze. Piotr ,najlepiej bedzie jesli nie bedziemy juz nic wyjasniac. Ze wzgledu na siebie jak i na Ciebie.Jesli chodzi o kontakty ze mna……………. . Masz tak wielu znajomych rówiesników, z nimi przebywaj ,spotykaj sie. Ja mam inne problemy inny swiat, nie chce zatrówac optoczenia. Powiem ze nigdy nie wybacze sobie jak postapilem wobec Ciebie. Slawek.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Morał

Przyjaciele nie zawsze są w stanie Cię podnieść ale przyjaciele na pewno nie pozwolą Ci upaść…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Przebudzenie

Właśnie wstałem, przetarłem zaspane ślipia, w których ponoć widać kurestwo, zapaliłem porannego papieroska, w tle leci nastrojowa muza – hm życzę sobie więcej takich poranków…

Dodaj komentarz

"Niedyskrecją męską wybrukowane jest piekło" /M. Samozwaniec/

Ciotoland jest bardzo wrażliwy na punkcie tego by nikt nie znał czyjegoś imienia, numeru telefonu, wiedział czym się zajmuje i gdzie pracuje. Problem, że nie jest konsekwentny w tych swoich działaniach, potem wybucha konflikt, który w konsekwencji na kimś się skupia…

Dlaczego wciąż dziwią się, że w tak wąskim światku ktoś ich zna, kojarzy, wie więcej niż mogłoby się wydawać? I ta wieczna pretensja, że cały świat spiskuje przeciwko nim…
Dlaczego wydaje im się, że gdy ktoś przyznaje się do znajomości z nimi zaczyna rozmowę od słów: „to mój kolega pedał, o imieniu…, który pracuje w …”?
Dlaczego nowo poznany facet, po jednej spędzonej nocy z innym facetem jest gotów opowiedzieć mu całe swoje życie, z podziałem na bohaterów, wyjaśnić: kiedy, kto, z kim był, jak długo i dlaczego, na dodatek zostawić Cię samego w swoim mieszkaniu i pójść na dół do sklepu zrobić zakupy?

Wczoraj właśnie przez coś takiego straciłem kumpla, bo naruszyłem jego prawo do prywatności. Może nie powinienem się tym w ogóle przejmować bo krótko się znaliśmy, ale ja wiem, że będzie mi Ciebie brakowało M.

W moim ulubionym pubie spotkałem P. Byłem miły, ale trzymałem dystans, nie rozmawialiśmy, nie patrzyliśmy na siebie, no i nie jadłem JEGO paluszków, które zamówił – to było najbardziej dziecinne;)
Lubię go, lubię jego towarzystwo, jego poczucie humoru, ale okazał się skurwysynem, który traktuje ludzi jak śmieci. Nie mam ochoty podawać mu nawet ręki.

A tak poza tym, to spędziłem bardzo miły dzień w Legnicy razem z diabolicznym A.:)

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz