Pedały sprowadzam sobie na chatę

Moi rodzice postanowili spędzić tegoroczny urlop w Egipcie. Już we wtorek wylatują na Synaj pławić się w beznadziejnym luksusie.
Pomyślałem sobie, że skoro i M. leci w tym czasie na Kretę, mógłbym pożyczyć sobie od niej rower na ten okres.
Bo ja zawsze chciałem mieć rower, ale jak twierdzi moja matka nie mielibyśmy go gdzie trzymać. W piwnicy – ukradną, w komórce – za mało miejsca, na balkonie – pelargonie zniszczy (na naszym balkonie nawet słoików postawić nie można), w pokoju – nie bo nie ładnie wygląda, poza tym za każdym razem kiedy podnosiła się dyskusja na ten temat słyszałem jeden argument: na ch… mi ten rower, w domu nie ma na niego miejsca i że tylko by szpecił jej cudnie wyremontowane mieszkanie.

Wczoraj przy śniadaniu z nieukrywaną satysfakcja zakomunikowałem mojej rodzicielce, że w dniu ich wylotu sprowadzę sobie na chatę na cale 2 tygodnie rower M. i że będzie stał albo na balkonie albo nawet centralnie w dużym pokoju ( mnie to nie przeszkadza, nie mebluje pokojów wg zasad Feng Shui )między TV, ławą a wersalką i że nie będzie mi przeszkadzało, że obok rozłożonego wyrka z czysta białą pościelą będzie stał sobie jakiś brudny rower. Od matki usłyszałem: „tylko spróbuj to zrobić!”

No i właśnie o niczym innym teraz nie myślę jak tylko żeby wreszcie tę parkę pedałów sobie na chatę sprowadzić!

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz