Włoski dla początkujących

Z tej rozmowy w Katowicach wracałem bardzo zadowolony, dużo sobie po niej obiecywałem, bo tyle trwała i kobieta wydawała się być bardzo konkretna…
Na drugi dzień miałem inną rozmowę, już na miejscu we Wrocławiu, ale do tej od początku podchodziłem: raczej nic z tego. Tylko K. tak się upierał i nalegał, żebym wysłał to swoje cv, że pomyślałem, nie może być tak żeby to jemu bardziej zależało na tej pracy niż mnie samemu.
Jakimś dziwnym trafem po tygodniu zadzwonił telefon: zapraszam cię na drugi etap – usłyszałem.
Tym razem miałem przygotować profesjonalną prezentację firmy i produktu. Postanowiłem podejść do tego na serio, ale nadal zbyt wiele sobie nie obiecywałem. Chciałem po prostu załatwić tę sprawę do końca, bo tak należy, nie chciałem obniżać sobie poprzeczki żeby nie było, że już mi nie zależy.
W trakcie jej wygłaszania usłyszałem: ”masz wadę, nie słuchasz ludzi, wchodzisz im z zdania nim zdąża dokończyć myśl”. Naturalnie zacząłem się bronić na co tylko dorzucono: ”o widzisz, znowu tu robisz…”.
Byłem zły na siebie i jak głupi przejąłem się tym, co usłyszałem na swój temat.
Gdybym wtedy np. usłyszał, że jestem ogólnie dupa wołowa to pewnie bym to łyknął i nieźle by mnie to przybiło – wczorajszego popołudnia było mnie wyjątkowo łatwo urazić i wprawić w podły nastrój. Choćby najmniejsza krytyka pod moim adresem w połączeniu z moją zdolnością do samonakręcania złych myśli była wstanie całkowicie mnie rozbić wewnętrznie.

Wczoraj skończył się mój włoski dla początkujących.
Tamten film miał happy-end.
Zgodnie z obietnicą skontaktował się ze mną mój Pan z interview przekazać swoją ostateczną decyzję – no i powitał mnie w Firmie.

Ło maj got!

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz