Moi rodzice postanowili spędzić tegoroczny urlop w Egipcie. Już we wtorek wylatują na Synaj pławić się w beznadziejnym luksusie.
Pomyślałem sobie, że skoro i M. leci w tym czasie na Kretę, mógłbym pożyczyć sobie od niej rower na ten okres.
Bo ja zawsze chciałem mieć rower, ale jak twierdzi moja matka nie mielibyśmy go gdzie trzymać. W piwnicy – ukradną, w komórce – za mało miejsca, na balkonie – pelargonie zniszczy (na naszym balkonie nawet słoików postawić nie można), w pokoju – nie bo nie ładnie wygląda, poza tym za każdym razem kiedy podnosiła się dyskusja na ten temat słyszałem jeden argument: na ch… mi ten rower, w domu nie ma na niego miejsca i że tylko by szpecił jej cudnie wyremontowane mieszkanie.
Wczoraj przy śniadaniu z nieukrywaną satysfakcja zakomunikowałem mojej rodzicielce, że w dniu ich wylotu sprowadzę sobie na chatę na cale 2 tygodnie rower M. i że będzie stał albo na balkonie albo nawet centralnie w dużym pokoju ( mnie to nie przeszkadza, nie mebluje pokojów wg zasad Feng Shui )między TV, ławą a wersalką i że nie będzie mi przeszkadzało, że obok rozłożonego wyrka z czysta białą pościelą będzie stał sobie jakiś brudny rower. Od matki usłyszałem: „tylko spróbuj to zrobić!”
No i właśnie o niczym innym teraz nie myślę jak tylko żeby wreszcie tę parkę pedałów sobie na chatę sprowadzić!
