Szkolenie w warszawce

W piątek jechałem rano do Warszawy. Cieszyłem się na ten wyjazd, bo szkolenie odbywało się w siedzibie Microsoftu przy Alejach – była szansa przyjrzeć się z bliska wytworowi boomu technologii informatycznych, spojrzeć na firmę od środka, poznać ciekawych ludzi.

Jeszcze przed wyjazdem PKP wyprowadziło mnie jednak ze stanu radości w stan wkurwienia, kiedy okazało się, że musze po pracy jechać na dworzec osobiście kupić bilet na Inter Ciotę, bo nie zadziałał system rezerwacji on-line. Pani spod 9436 odesłała mnie pod inny numer, pod którym albo było zajęte albo nikt nie odbierał.
Dopust boży spotkał mnie przy powrocie – okazało się, że brak jest miejsc zarówno w II jak i I klasie. Tłukliśmy się razem z K. 6 godz pośpiechem podziwiając przez brudne zamazane okno wątpliwe przyjemny widok zapyziałych miasteczek i zaniedbanych wiosek.

Samo szkolenie trwało dość krótko. Pan podpowiedziany za nie był baaardzo fajny, choć osobiście nie przepadam za chłopięcym typem urody.
Zauważyłem pewną manierę wśród osób pracujących dla dużych zagranicznych korporacji. Nawet, jeśli mówią ładnie i poprawnie po polsku to na siłę starają się wpleść do języka spolszczoną angielską terminologię fachową, przez co komunikaty staja się nie dość, że nieczytelne to nienaturalne, sztuczne i bardzo zabawne: ”prześlę komunikacje mailem” albo ”nie wiem jak to się mówi po polsku forcastowanie?”.
Facet na pewno był Polakiem, robił wrażenie mocno zorientowanego w temacie profesjonalisty, ale gdy zaczął gubić się w prezentowanych przez siebie etapach zakładania licencji do MBS CRM usprawiedliwił się twierdząc ”Przechodziłem przez ten proces kilka miesięcy temu”
To zupełnie jak nijaka Miriam…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz