Tłusty czwartek kojarzy mi się

3 lata temu spotkałem się z Panem od Pelikanów.
Parę dni wcześniej zdecydowałem się przerwać zażyłość z reżyserem i na złość jemu (w konsekwencji sam też nie wyszedłem na tym najlepiej) spotkałem się z byłym byłego.
Pamiętam, był wtedy tłusty czwartek i że pojechaliśmy razem „Pod papugi” na kawę i pączka – obaj się załapaliśmy tego dnia na promocję.
Jechałem wtedy najbardziej obklejonym reklamami autem w całym Wrocku i zamiast uczyć się na egzamin z włoskiego, który miałem następnego dnia, wysłuchiwałem jeszcze raz tych samych historii (mocno przekoloryzowanych) tyle, że z ust drugiej strony.
W myślach czerpałem z tej sytuacji perwersyjną przyjemność, w każdej chwili mógłem wygarnąć, że zmyśla, wciska mi niezłe smuty i głodne kawałki.
Zrobiłem to dopiero później, przypadkiem.

Po kawie była przejażdżka do Sulistrowiczek, (pamiętam, że w radiu leciała wtedy Reni Jusis „Nigdy Ciebie nie zapomnę” – jak na ironię…) potem był nocny powrót do Wrocławia, ale nie od razu do domu tylko wcześniej jeszcze na Pestalozziego, bo musieliśmy pogadać, nacieszyć się sobą.
Skończyło się ok. 3-4 nad ranem.
Dobrze, że zawiózł mnie rano na tamten egzamin, oczy miałem cały dzień na zapałki, zasypiałem na stojąco.

Potem jeszcze były niezapomniane Walentynki nad morzem – jeden z najlepszych dni w moim życiu.

Gdyby tak można było nie myśleć o tym, po prostu nie pamiętać, zapomnieć zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym zaległy kurz.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz