Od rana trwały szkolenia i kolejne wykłady. Powoli zaczynamy się wszyscy ze sobą poznawać, zdecydowanie lepiej nam się rozmawia.
Obawiałem się trochę dzisiejszego dnia bo większość wykładów miała dotyczyć (z definicji nudnych spraw i tematów) prawa, bhp, 6sigma, ISO. Po raz kolejny zostałem zaskoczony, że jednak najnudniejszą treść można przedstawić w ciekawy sposób.
Największą radość sprawił nam bhpowiec opowiadający jak „mocno i skutecznie załadować od tyłu” gdy ktoś przypadkiem się zakrztusi, gdzie i w jakich odstępach czasowych kobiety w okresie karmienia piersią powinny „spuszczać się” do butelki, lub na jaka odległość mogą przenosić 20kilogramowe ciężary.
Podczas lunchu dosiadła się do mnie moja fanka i oznajmiła mi, że najprawdopodobniej będzie wracała dziś do wawy, bo narzeczony załatwił dla nich jakieś fajne bilety na koncert.
Odetchnąłem z ulga, że mając do wyboru mnie i swojego narzeczonego wygrał u niej zdrowy rozsądek i jednak opamiętała się wybierając towarzystwo narzeczonego.
Na koniec ostatniego modułu wykładów obdarowano wszystkich firmowymi gadżetami. Ludzie wychodzili z galerii jak żywe, ruchome reklamy naszej firmy…
Mam już bilet na samolot, komplet informacji o tym co, gdzie na miejscu i jak, no i poznałem nazwisko swojego przyszłego szefa.
Wreszcie dotarł do mnie list wysłany od W ze zdjęciami z imprezy na Fire Island. Nie powiem, że by mi się tam nie podobało…choćby ze względu na same wrażenia estetyczne -tylu fajnych męskich, zadbanych facetów, ale buty na koturnach nie jest to coś co tygryski lubią najbardziej…
Jak dla mnie taki styl jest passe.
Wieczorem wstąpiłem do Zielonej Latarni pożegnać A.S. odlatującą jutro do Larnaki.
