Od rana trwały szkolenia i kolejne wykłady. Powoli zaczynamy się wszyscy ze sobą poznawać, zdecydowanie lepiej nam się rozmawia.
Obawiałem się trochę dzisiejszego dnia bo większość wykładów miała dotyczyć (z definicji nudnych spraw i tematów) prawa, bhp, 6sigma, ISO. Po raz kolejny zostałem zaskoczony, że jednak najnudniejszą treść można przedstawić w ciekawy sposób.
Największą radość sprawił nam bhpowiec opowiadający jak „mocno i skutecznie załadować od tyłu” gdy ktoś przypadkiem się zakrztusi, gdzie i w jakich odstępach czasowych kobiety w okresie karmienia piersią powinny „spuszczać się” do butelki, lub na jaka odległość mogą przenosić 20kilogramowe ciężary.
Podczas lunchu dosiadła się do mnie moja fanka i oznajmiła mi, że najprawdopodobniej będzie wracała dziś do wawy, bo narzeczony załatwił dla nich jakieś fajne bilety na koncert.
Odetchnąłem z ulga, że mając do wyboru mnie i swojego narzeczonego wygrał u niej zdrowy rozsądek i jednak opamiętała się wybierając towarzystwo narzeczonego.
Na koniec ostatniego modułu wykładów obdarowano wszystkich firmowymi gadżetami. Ludzie wychodzili z galerii jak żywe, ruchome reklamy naszej firmy…
Mam już bilet na samolot, komplet informacji o tym co, gdzie na miejscu i jak, no i poznałem nazwisko swojego przyszłego szefa.
Wreszcie dotarł do mnie list wysłany od W ze zdjęciami z imprezy na Fire Island. Nie powiem, że by mi się tam nie podobało…choćby ze względu na same wrażenia estetyczne -tylu fajnych męskich, zadbanych facetów, ale buty na koturnach nie jest to coś co tygryski lubią najbardziej…
Jak dla mnie taki styl jest passe.
Wieczorem wstąpiłem do Zielonej Latarni pożegnać A.S. odlatującą jutro do Larnaki.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.