double decker

Rano wstałem lekko otępiały. Razem z paroma osobami zerwaliśmy się wcześniej z imprezy, bo każdy planował wstać wcześnie rano, zjeść śniadanie i ruszyć w miasto. O poranku tzn. o 11 stwierdziłem, że będę musiał trochę zweryfikować swoje plany, bardzo opornie szło mi wstawanie, golenie się, prysznic i w ogóle. Dobrze że od rana świeciło słońce, bo inaczej zostałbym w łóżku chrzaniąc śniadanie i atrakcje turystyczne miasta…
Laski, które miały jechać ze mną ostatecznie nie pojechały, dogorywały na mega kacu do późnych godzin popołudniowych.

Razem z D. i M. około 12 siedzieliśmy już w pociągu z Sabadel.
Kupiliśmy sobie bilety weekendowe na 3 linie turystyczne, które kolorowym double deckerem obwoziły nas po najważniejszych atrakcjach stolicy Katalonii.
Na nieszczęście w ciągu dnia kilkakrotnie złapał nas deszcz, na zdjęciu przy promenadzie wyszedłem jakbym stał, co najmniej na stacji wygwizdów z dziwna mina-grymasem jakby wokół mnie było co najmniej -15 stopni mrozu. Brrrr

Na Francesc Macia Diagonal odkryłem przypadkiem świetną włoską knajpę idealną na lunch.
Niesamowity był tam widok: kilka zielonych papug biegało po trawniku razem z gołębiami.

Nasza tour tego dnia obejmowała: La Pedera Gaudiego, Placa de Catalunya, Les Punxes, Sagrade Familie, Gracie, Park Guell, Sarrie, Palau Reial-Prevellons Guell, stadion FC Barcelony, F. M. Diagonal, Parc Joan Miro, Placa d’Espanya, CaixaForum, MNAC, Anella Ilimpica, Montjuic, Miramar-Jordins, WTC, Port Vell, Port Olimpic, Parc la Ciutadella, Pla de Palau, Barri Gotic i Ramblas.
W autobusach natknęliśmy się na przeróżnej maści turystów: od rozwrzeszczanych natapirowanych, z kolorowymi włosami, niepogodzonych z własnym upływającym wiekiem Skandynawek, po atrakcyjnych dobrze zbudowanych Angoli oraz obwieszonych aparatami Japończyków. Nie starczyło nam czasu na przejażdżkę po industrial distric.

Późno w nocy, nieźle wymęczeni wróciliśmy razem do hotelu. Nie miałem już siły iść z dziewczynami do nocnego klubu.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s