Pierwsza wspólna impreza

W piątek po egzaminie wszyscy wróciliśmy do hotelu.
Byłem tak wypluty, że szedłem pieszo choć pogoda nie była stworzona do tego typu spacerów. Po prostu parowało mi z mózgu…
Ledwo przekroczyłem próg swojego pokoju zmęczenie minęło jakby za dotknięciem magicznej różdżki i po pół godzinie byłem gotów jechać do San Cugat spotkać się z naszymi trenerami na piwko.
W Polsce trwała żałoba po pogrzebie papieża a wśród nas… fiesta.
Jedno piwko pociągnęło za sobą 3 następne, J.L. razem z A. zmęczeni po całym tygodniu szkolenia nas postanowili się wyluzować i też nie żałowali sobie niczego – ‘come on we were doing’ this fucking training’ – wystrzelił jeden po drugiej kolejce.
Byliśmy najgłośniej zachowującą się grupą w całym barze-spelunce. Zastanawiam się, co myśleli o nas Polakach lokalni menele, w końcu Polska to kraj w 99,9% kraj katolicki a po nas żałoby jakoś widać nie było.
O 23 wyrzucili nas i musieliśmy ewakuować się w inne, bardziej podejrzane miejsce. Na dworze tej nocy było potwornie zimno…
Kolejne piwo, gra w piłkarzyki z J, kilka jednoznacznych spojrzeń z obsługa baru i byłem w raju…
Ostatnim pociągiem o 1 w nocy wracałem do San Cugat – rano chciałem wcześnie wyruszyć na zwiedzanie Barcelony.
J.L. spał u M. na kanapie, A. wylądował w pokoju u K. – rano wszyscy mieliśmy podkrążone oczy i nieznośny ból głowy…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pierwsza wspólna impreza

  1. madi pisze:

    hp i burdel to jedno?:)

  2. sbr---madi pisze:

    prawie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s