ostatni tydzien

Cały zeszły tydzień zleciał mi na pracy i imprezach z ludźmi z pracy. Brytyjczycy są świetni, ale powoli zaczyna męczyć mnie ich skłonność do alkoholu, wiecznych imprez i olewania spraw wokół – przestaje podobać mi się spędzanie z nimi każdej wolnej chwili.

Chłopaki nie zostali zaproszeni na nasz firmowy piknik i z tego powodu relacje między nami dodatkowo się pogorszyły. Nie miałem wpływu na to kto będzie zaproszony a kto nie, ale po kilku upierdliwych telefonach i sms-ach z zapytaniem kiedy wreszcie skończymy się świetnie bawić i dołączymy do nich zacząłem żałować ze mają mój numer telefonu. Gdy o pierwszej w nocy spotkaliśmy się klubie Kap był napruty jak atom a Ryan ledwo się trzymał. Dziewczyny były przerażone ich ogólnym stanem oraz zachowaniem.
Olałem ich i cała sprawę, po pół godzinie wróciłem do domu – rano jeszcze dostalem trzy nieodebrane połączenia i kilka wiadomości że wyszedłem bez pożegnania…
Sobotę i niedzielę spędziłem też bez chlopakow, unikałem i zbywałem ich ile się dało, bałem się że będę zmuszony na ich ciągłe towarzystwo.
W środę Kap wraca do Londynu bo w czwartek rano leci do Orlando, Ryan zostanie tu do piątku a potem wraca – będę miał znów święty spokój na jakieś dwa tygodnie.

W piątek wybieram się na premierowe przedstawienie w Operze Wrocławskiej – nie mogę się doczekać!

W czwartek wziąłem sobie urlop, potrzebowałem pojeździć trochę po sklepach meblowych poszukać sobie czegoś do mieszkania. Mam wybrana sofę, fotel i pufe, z mebli nie udało mi się w ogóle niczego wybrać, nic mi się nie podobało albo było potwornie drogie.
W sobotę po mimo ogólnego zniechęcenia do łażenia po sklepach meblowych znów wybrałem się do centrum – tym razem znalazłem kilka całkiem ładnych mebli, dodatkowo udzielił mi się szaleńczy nastrój zakupowy (albo po prostu chciałem mieć jedną sprawę z głowy) i nie popatrzyłem na ceny.

Dziś w mailu pojawiła mi się ciekawa oferta pracy – robiłbym to samo tylko że w egzotycznej Kostaryce…
Jakby się tak odpowiednio zakręcić to mam jakieś perspektywy…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz