Frankfurt – dzień 2

Super dobrze wysypiam się w hotelowym łóżku, mam wrażenie jakbym spał u siebie w domu. Budzę się bardzo wcześnie i przeważnie kilka minut po 7 jestem już na śniadaniu. Szkolenia trwają, po mimo tego, że większość czasu obcuję z Hindusami wciąż nie potrafię przyzwyczaić się do ich Hindi-English, co wywołuje różnego rodzaju mniej lub bardziej poważne komplikacje. Podziwiam prowadzących szkolenie, że są wstanie w ogóle zrozumieć ich pytania. Ja żeby coś zrozumieć wciąż staram się czytać z ruchu warg…

Przez cały dzień non stop zawieszały się komputery a przykłady, które mieli nam pokazać na Globe SAP w ogóle nie działają. Ogólnie ten dzień pod względem merytorycznym jest katastrofa. Wizytę w Nestle skończyliśmy ok 19, ale zamiast móc spokojnie wrócić do pokoju wziąć prysznic i walnąć się do lóżka szef zdecydował się zrobić spotkanie dla zespołu a o 21. kolejne i dla całej grupy. Od rana biegałem w garniturze, jeśli tak dalej pójdzie mam szansę znienawidzić ten ubiór. Dopiero po 22. miałem czas by spokojnie wrócić do pokoju na piwko i fajkę. Papierosów w ogóle nie mam kiedy palić, dopiero wieczorem puszczam sobie „serdecznego” dymka i osiągam dobrze mi znany blogi stan relaksu i świadomość że kończy się dzień. Lubię szkolenia i wyjazdy, tyle tylko że czuję się jakbym był 24 godz. na dobę w pracy. Dziś były Walentynki… Hm, nawet nie zauważyłem.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Frankfurt – dzień 2

  1. Nieznane's awatar madi pisze:

    burzuj:)
    jak sie mam do pana zwracac?:) vel nestle specialist?:)
    nie martw sie,ja tu tez zapierdalam słonce:)

Dodaj komentarz