Super dobrze wysypiam się w hotelowym łóżku, mam wrażenie jakbym spał u siebie w domu. Budzę się bardzo wcześnie i przeważnie kilka minut po 7 jestem już na śniadaniu. Szkolenia trwają, po mimo tego, że większość czasu obcuję z Hindusami wciąż nie potrafię przyzwyczaić się do ich Hindi-English, co wywołuje różnego rodzaju mniej lub bardziej poważne komplikacje. Podziwiam prowadzących szkolenie, że są wstanie w ogóle zrozumieć ich pytania. Ja żeby coś zrozumieć wciąż staram się czytać z ruchu warg…
Przez cały dzień non stop zawieszały się komputery a przykłady, które mieli nam pokazać na Globe SAP w ogóle nie działają. Ogólnie ten dzień pod względem merytorycznym jest katastrofa. Wizytę w Nestle skończyliśmy ok 19, ale zamiast móc spokojnie wrócić do pokoju wziąć prysznic i walnąć się do lóżka szef zdecydował się zrobić spotkanie dla zespołu a o 21. kolejne i dla całej grupy. Od rana biegałem w garniturze, jeśli tak dalej pójdzie mam szansę znienawidzić ten ubiór. Dopiero po 22. miałem czas by spokojnie wrócić do pokoju na piwko i fajkę. Papierosów w ogóle nie mam kiedy palić, dopiero wieczorem puszczam sobie „serdecznego” dymka i osiągam dobrze mi znany blogi stan relaksu i świadomość że kończy się dzień. Lubię szkolenia i wyjazdy, tyle tylko że czuję się jakbym był 24 godz. na dobę w pracy. Dziś były Walentynki… Hm, nawet nie zauważyłem.

burzuj:)
jak sie mam do pana zwracac?:) vel nestle specialist?:)
nie martw sie,ja tu tez zapierdalam słonce:)