York – dzień 4

Zaprowadzono mnie do olbrzymiego open space’u gdzie siedziało ok 60 osób. Derek wydał mi się bardzo spięty, nienaturalnie się zachowywał I byle jak podał mi rękę.

Nikt tutaj ze mną nie rozmawia, ludzie nie odpowiadają na moje „good morning”, nikt nie proponuje kawy, lunchu, przerw, papierosa, wszyscy rozmawiają między sobą, ale nikt ze mną. Derek odpowiada na moje pytania, ale broń boże nie wdaje się w szczegóły, sam muszę z niego wiele rzeczy wyciągać. Jonathan wydaje się być ok, tyle że jest tutaj najmłodszy i ma najmniejsze doświadczenie… Ludzie są mili, ale łapy im się trzęsą i w ogóle jest jakoś nienaturalnie.
Na biurku przy, którym siedzę zauważyłem przypiętą namalowaną ręcznie kartkę-laurkę: „to mummy love Emma”. Obok niej stoją tutaj zdjęcia trzech dziewczynek (sióstr?).
Babka, która pracowała na moim miejscu wyleciała z pracy…
Czyżby ktoś chciał mi zagrać na emocjach????

Pierwszego dnia zostałem przytłoczony nadmiarem informacji, bez laptopa ciężko jest mi przygotowywać dokumentacje.

Późno w nocy zadzwonił Radek. Mam koniecznie odwiedzić go w Londynie…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to York – dzień 4

  1. Nieznane's awatar madi pisze:

    ja jebie!!!!
    mój bidulku ty kochany…

Dodaj komentarz