Grzebię sobie po sharedrivie i nagle znajduję plik z metrykami.
Okazuje się, że robaczki mnie oszukują, tzn. nie mówią całej prawdy…
Chłopak, który mi wszystko tłumaczy nie miał o nich zielonego pojęcia, bo pracuje tu od 3 miesięcy.
Supervisor wcześniej kilkakrotnie zaprzeczył, że prowadzą jakiekolwiek metryki a dziś jak mu to pokazałem to zmienił zdanie…
Niestety nie może mi ich wytłumaczyć, nie ma też nikogo innego, kto by się na nich znal.
Rozmawiałem już delikatnie z big bossem więc może jednak cos nam będą w stanie o tych metrykach opowiedzieć…
Sprawa wygląda tak, że osoba, która najszybciej mogłaby mnie tutaj we wszystko wdrożyć, bo ma największe doświadczenie niestety jest na zwolnieniu lekarskim i nie pojawi się w biurze do końca mojego pobytu. Supervisor jest tylko od podpisywania urlopów i innego tego typu spraw administracyjnych, z procesem ma tyle wspólnego, co ja z farbowaniem włosów.
Ta kobitka, o której wszyscy mówią a której nigdy nie widziałem wydaje się być cudowną matką, bo zdjęcia porozkładane po całym moim biurku to jej dzieci, plus malowane na jej cześć laurki 🙂
Dziś przeżyłem farewell party jednego faceta, który odchodził stąd po kilku latach pracy – szkoda opisywać jak się czułem i jak na mnie patrzono.
Ogólnie jednak jest niezła jazda:)
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże,
praca i oznaczony tagami
Anglia,
podróże,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.