York – dzień 13

Wymknąłem się wczoraj wcześniej z biura podrzemać trochę w lóżko, ale poczucie odpowiedzialności i tak kazało mi być obecnym na callu o 17.30.

Wieczorem poszliśmy z Ryanem na otwarcie J Baker Bistro Moderne, miejsce okazało się całkiem odjazdowe. Wino i mocne alkohole były do oporu, podawano całkiem dobre i różnorodne przystawki, więc kosztowałem do woli…
Na koniec wylądowaliśmy u Ryana w domu na…kolacji.

Do teraz odbija mi się to straszne obżarstwo…

Ryan ponowił zaproszenie na swoje wesele – we wrześniu pojadę chyba do Lozanny…

A dziś w pracy nacisnęło się komuś przypadkiem alarm przeciwpożarowy i zaczęło wyć wszystko i okropnie głośno, po czym ewakuowano nas na trawnik przed budynek.
Mogłem wreszcie popatrzeć, z jakimi ludźmi tu pracuję i pokomentować co poniektórych…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „York – dzień 13

  1. madi pisze:

    zasuwasz tam jak mała mróweczka:)

    a z kim na to wesele jedziesz,hahahahahaha?:):):):)

  2. saber-->madi pisze:

    tak…nie dwoje sie juz i nie troje, pretenduje do miana Piotrus silnia;)

    Chyba pojade sam, a co – urzekla Cie moja historia i tez bys chciala?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s