powrót do rzeczywistości

W biurze od razu zrobiło mi się przyjemnie, kiedy zobaczyłem parę uśmiechniętych na mój widok twarzy.
Radość jednak szybko ustąpiła, kiedy okazało się, że nic w moim pokoju nie działa, pozmieniano mi nawet numery telefonów, zablokowano wejście do jakiegokolwiek systemu, czy aplikacji. Mogłem tylko usiąść, przez cały poranek pić kawę i cierpliwie czekać aż niefrasobliwy „Wągier” łaskawie zainstaluje mi coś, co pozwoli mi wejść do skrzynki mailowej i na strony intranetowe.

Przez cały tydzień głównie wyprowadzałem swoje sprawy „na prostą” – płaciłem rachunki, rozliczałem delegację, szkoliłem ludzi, brałem udział w szkoleniach i niekończących się prezentacjach, dopinałem terminy niedokończonych tematów i spraw, zdążyłem też oprawić swoje nowe obrazy, które kupiłem w galerii w Anglii, kupić wieże stereo i zacząć rozglądać się za rowerem. Tylko weekend majowy mnie rozczarował, było tak potwornie brzydko morko, zimno i ponoru, że najodpowiedniejszym pomysłem wydało mi się nie wychodzenie z łóżka.
I tak zrobiłem – naturalnie nie sam…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz