Kupiłem sobie wreszcie rower, taki jaki chciałem, ładny, z przednim amortyzatorem, przerzutkami, halogenami i innymi bajerami.
Od razu chciałem go wypróbować, wiec ledwie wyjechałem ze sklepu od razu ruszyłem w kierunku dobrze znanej mi ścieżki rowerowej wzdłuż Odry. Po 5 godzinach non stop pedałowania miałem sucho w ustach, ale zero pieniędzy w kieszeni, obolały tyłek, spiekła mi się twarz i ręce, ale rower przez cały czas spisywał się pierwszorzędnie.
W weekend pojechałem odwiedzić rodziców – naturalnie rowerem, bo teraz niechętnie się z nim rozstaje po trosze w obawie, że mi go ukradną.
Wracając widziałem ze zbiera się na deszcz. Na moście Milenijnym już prawie się cieszyłem że zdążę do domu przed burzą.
Wtedy spadł mi łańcuch i jakoś dziwnie przewinął się przez pedał. Na dworze ciemno, ja tylko w okularach przeciwsłonecznych, ślepy jak kret, mokry i bezradny. Zatrzymałem się, próbowałem naprawić, ale tylko umaziałem się smarem. Inni rowerzyści tylko mnie mijali ze świstem w oponach, bo każdy śpieszył się by schronić się przed deszczem.
W „Nigdy w życiu” Stence przynajmniej w finałowej scenie w strugach deszczu na moście objawił się Żmijewski… A mnie nikt… A tak bym chciał, żeby zatrzymał się przy mnie jakiś przystojny egzemplarz w czerwonych obcisłych spodenkach i zapytał czy mi przypadkiem nie pomoc…
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
Wrocław. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.