wieczór kawalerski

Przylecieli całą bandą w piątek o 16. Cala szóstka zatrzymała się w ART Hotelu, spod którego o 20 mieliśmy wszyscy wyruszyć na wieczór kawalerski Ryana.
Już na pierwszym przystanku naszego roadshow, w restauracji Dwain robił oborę rodem z Idaho, że kilka razy musiałem go uciszać. Miałem wrażenie, że naćpał się czegoś wcześniej, ale protestował mówiąc że jest zmęczony długim lotem i koncertem na którym był wieczór wcześniej. Potem dodatkowo uciszali nas jeszcze inni goście i obsługa a ja po mimo pod rząd wypitych 3 kojek alkoholu nie mogłem się odpowiednio zdystansować i przejść nad ich zachowaniem do porządku dziennego.

Potem wylądowaliśmy w Studio 54 gdzie przysiadły się do nas całkiem ładne panny i wszystko wydawało się być super, mnóstwo dobrego alkoholu, super nastrój, który się wszystkim niespodziewanie udzielił, gdy wyszło na jaw że owe laski mają po 15-16 lat. Pozbyliśmy się ich przy najbliższej nadążającej się okazji.

W planie mieliśmy upojny wieczór w klubie ze stripteasem (w końcu to wieczór kawalerski), ale celowo odwlekałem wizytę w tym miejscu po ty jak Dwain pojawił się na imprezie w bermudach, koszulce bez rękawów, z chustką na głowie i w sportowych butach. Zakładałem się z innymi chłopakami, że przez niego nigdzie nas nie wpuszcza nawet jak zacznie sypać swoimi dolarami.

Oczywiście, że go wpuścili.
Ledwo nasza ósemka rozsiadła się wygodnie w miękkich, wygodnych sofach, do stolika podeszło 12 roznegliżowanych panienek, cichutko usiadły między każdego z nas i wtedy chłopacy poczuli prawdziwa atmosferę tego miejsca.
Ryan wylądował z jedną w ustronnym pokoju na prywatnym show tylko dla jego oczu. Pozostałe zabawiały nas rozmową przy drinkach, za które na koniec przyszło nam bardzo słono zapłacić. Dupy wycyckały nas do ostatniego grosza zamawiając sobie drinki (57zl za jeden)i kolejne lampki moet chandon, ale trzeba im przyznać robiły to perfekcyjnie, bo nikt oprócz mnie nie czul się wykorzystany. Nie tylko Ryan był wniebowzięty, reszta chłopaków też dostrzegła walory polskich dziewczyn i ich profesjonalne podejście do klienta z obcą walutą, poza tym nie co dzień zdarza im się widzieć tylko fajnych jędrnych cycków i pośladków lgnących do nich jak muchy do miodu.
A ja tak sobie siedząc spokojnie i sącząc drinka zastanawiałem się, co ja w ogóle robie w tym miejscu.

Do domu wróciłem po 5.30 i potem spałem do południa.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz