Weekend minął mi bardzo spokojnie, totalna laba i praktycznie nicnierobienie.
Do tej pory nie udało mi się zawieźć roweru do serwisu. W sobotę miałem taki plan, ale żadna cholerna taxi nie chciała zabrać mnie z rowerem… Tak fantastycznie świeciło słońce a ja nie mogłem pójść sobie pojeździć.
Piątek we Wrocławiu był apogeum korków – do pracy jechałem prawie godzinę, powrót zajął mi drugie tyle a na wieczór umówiłem się do K na małą posiadówe, ale gdy pomyślałem o tym ze musze do niej jeszcze dojechać radość mi minęła…
Gadaliśmy trochę o pracy i znajomych – ogólnie pod względem poruszanych tematów był to niezły hardcore.
W sobotę porządki i wizytacja rodzinki.
Za to niedzielny wieczór i noc mogłaby trwać wiecznie. Milo, sympatycznie, nastrojowo, bardziej intensywnie i bez czasowstrzymywacza. Zasnąłem grubo po 2 w nocy.
Wczoraj w pracy szał cipy w związku z coffee talk. Do 12 praktycznie nikt nie pracował, siedzieliśmy na spotkaniu w Kapitolu, za to potem trzeba było się nieźle spiąć i 2 razy szybciej zrobić rzeczy, na które mam cały dzień. Nie chciałem pracować do późna.
W piątek dostałem nową propozycje pracy w innym dziale, w działce, która jak najbardziej mi odpowiada, bardzo dobre warunki, możliwość pracy z domu, fajne dodatki i niezła kasa, praktycznie bez czekania na ocenę roczną. Zastanawiam się, co zrobić, czy uzbroić się w cierpliwość i czekać aż zacznie się rekrutacja na stanowisko, na które aplikowałem wcześniej czy może chwytać nadarzającą się okazję.
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.