naprawdę udany dzień

W sobotę obudziłem się sam i od dawna nie przy pomocy budzika. Zjadłem tzw. dobre śniadanie, wypiłem bełtaną mocną kawę z pianką i zapaliłem pierwszego papierosa. Na ulubiony rytuał poranka rzadko znajduje czas, nawet w weekendy, zwykle coś lub ktoś mi wypada.
Razem z M. wybraliśmy się do outletu na zakupy. Udało się jej przełamać moją opinię na temat kobiet bez celu buszujących po sklepach. W niezłym tempie obeszliśmy wszystkie interesujące nas miejsca, w myślach powybieraliśmy rzeczy „do przymierzenia ze wskazaniem do kupienia”, potem na moment się rozdzieliliśmy by każdy miał szanse zakupić to co wybrał. Znaleźliśmy dodatkowy czas na krótką chwilę by usiąść przy mrożonej kawie, obgadać firmę, odbywające się wśród znajomych imprezy i jej mający niebawem nastąpić wyjazd na wyprawę do Indii. W dobrym nastroju, w pięknym kwietniowym słońcu spacerem wróciliśmy do mnie .

Z kilkutygodniowym poślizgiem, na dodatek po eskalacji w końcu dotarła do mnie moja peronalepka – wreszcie mój komputer naprawdę stał się osobisty.

Oficjalnie zainaugurowałem nowy sezon rowerowy 2007.
W nowym barwnym obcisłym stroju z pieluchomajtkami wyglądam jak kurier DHL (choć w wersji rozbieranej: goła owłosiona klata i spodenki na białych szelkach – bliżej mi do Borata). Do tego czarno-czerwony kask (czarno karminowy brzmi „gay-friendly”), czarno-czerwone (r-)jeboki na nogach i biale soxy, wygolona czaszka, ciemne okulary i mogę bez oporów lansować się na każdej znanej mi we Wrocławiu ścieżce rowerowej czy parku.
Dla fetyszystów lubiących klimat uniform stanowię gratkę wywołującą erekcję.

Na Kromera pojawiła się okazja sprawdzenia czy kobiety lecą na facetach w obciślakach.
Na 3 próby wysłania elementarnego sygnału dobra w postaci uśmiechu każda z badanych kobiet wytrzeszczyły do mnie zęby, a kierujący pojazdem mąż/narzeczony/chłopak albo reagował piorunująco groźnym spojrzeniem albo nie dostrzegał całego zdarzenia.
Nie mniejszą euforię mój strój wzbudza u pracowników DHL – gdybym kiedyś rozkraczył się na jakiejś trasie będę mógł śmiało poprosić chłopaków o podholowanie do domu.

Pedałowałem bite 2 dni aż w końcu porządnie rozbolało mnie dupsko.

W ciągu dnia wyciągnąłem na rower też jareckiego, który wydaje się być równie zwichrowanym na punkcie jednośladów maniakiem i typem oszołoma, z którym można wyjść na rower nawet po 22.

Jako że teraz zapanowała moda na taniec z gwiazdami wieczorem wpadł do mnie król Maciuś I, z którym najpierw grzecznie leżeliśmy rozwaleni wygodnie na sofie, obaj słuchając muzyki i sącząc long drinki oglądaliśmy zdjęcia z Kraju Kwitnącej Wiśni a potem do drugiej nad ranem intensyfikowaliśmy bliższe poznawanie się…

Dlaczego każdy mój dzień nie mógłby wyglądać właśnie tak?

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz