Berno – dzien 1

To musiało się tak skończyć. Pakowanie się na bliżej nieokreślona okres pobyty za granica musiał zakończyć się spakowanym do ostatniej przestrzeni bagażem. Podczas odprawy biletowej wykryli moja nadwagę i kazali mi płacić. Nie było przebacz, na nic zdawało się tłumaczenie ze mam bilet w jedną stronę – musiałem zapłacić ponad 400zl kary. Mój brat skwitował ta jednym zdaniem. Płacisz bo wyglądasz na takiego co go stać…
Na lotnisku wpadłem na koleżankę, która w tym samym czasie leciała do Rzymu – dzięki niej czas oczekiwania na wejście do samolotu tak szybko mi minął.
W Monachium powoli szedłem w kierunku wyjścia na następną przesiadkę i jakoś dziwnie było mi wesoło. To zapach lotniska tak na mnie podział…
Moja przygoda zaczęła się niefortunnie, ciekawe na ile mnie ona zmieni i na ile zmieni się mój sposób postrzegania wszystkiego wokół.
W Zurychu padało, pogoda mnie zaskoczyła bo miało być prawie 30 stopni. Z dwoma wielkimi torbami dobiłem się do kasy biletowej by kupić bilet na pociąg do Berna.
Trudno przychodzi rozkoszowanie się podróżowaniem mając przy sobie tak olbrzymi i nieporęczny balast. W pociągu jakaś nieznośna panienka kilka razy fuknęła wyraźnie pod moim adresem, że moje bagaże stoją w przejściu i jej przeszkadzają. Wstawała i wierciła się między swoim siedzeniem a korytarzem jakby chciała zrobić mi na złość.
Z Ursula – moją agentką która znalazła mi mieszkanie (jak to fajnie brzmi: moja agentka od nieruchomości) spotkam się na stacji. Sama zawiezie mnie do mojego nowego mieszkania.
Od dziś zacznę się uczyć że mój dom jest tam gdzie ja jestem…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz