Rano wstałem wcześniej żeby do południa wybrać się na rower. Oprócz chęci nasycania się zielenią i bliskimi kontaktami z alpejskimi krowami urzekły mnie tutejsze trasy rowerowe i widoki więc nie chciałem marnować czasu aż z Polski dotrze tutaj mój rower z całym niezbędnym wyposażeniem. Ubrany w swój lycrowy kostium DHL wyjechałem z domu kierując się w stronę Aary. Nim dojeżdża się do głównej ścieżki rowerowej trzeba zjechać kilkaset metrów z górki między okolicznymi domami. Zjeżdżając w dół nagle poczułem jak rower niebezpiecznie przyspiesza, coś przyblokowało łańcuch, próbowałem wyhamować i w ułamku sekundy przeleciałem nad kierownicą i wyrżnąłem z impetem w chodnik. Miałem obdarte ręce, dłonie, ramiona i kolana. Jakiś obcy człowiek wyszedł z domu żeby zobaczyć czy nic mi się nie stało. Zaproponował że zawiezie mnie do szpitala, bo miałem rozciętą brodę, z której kapała krew i nie wyglądałem zupełnie "ok" jak uparcie próbowałem mu to wmówić. Pojechaliśmy najpierw do mojego mieszkania zabrać dokumenty a potem do szpitala na izbę przyjęć. Lekarz (nota bene przystojny Włoch) który mnie opatrywał, widząc mój strój kuriera zażartował, że przeze mnie ktoś nie dostanie dziś poczty. Stanął nade mną razem z pielęgniarką i zadawał te wszystkie rutynowe pytania. Potem przyszedł drugi lekarz i jeszcze jedna pielęgniarka. Coś tam konsultowali między sobą i po chwili zgodnie stwierdzili, że potrzebne będą szwy a na pocieszenie usłyszałem, że będę wyglądał teraz jeszcze bardziej męsko. Pomyślałem że to taki unik, żeby mnie zawczasu nie martwić, że będę wyglądał jak quasimodo. Leżąc w ambulatorium doktor obejrzał moje ciało dosłownie wszędzie czy aby nie doznało poważniejszego uszczerbku. Osobiście lubię takie zabawy (na dodatek z przystojnym facetem) ale w tej sytuacji jakoś nie czułem się zupełnie sexy. Na dodatek włosy na nogach i torsie powychodziły mi przez spodenki i czułem tylko obciach. W trakcie szycia pogadaliśmy sobie o pracy, o mojej firmie, o tym jak podoba mi się życie w Szwajcarii i było prawie jak na początku każdej mojej randki… Widząc moją pokiereszowana facjatę, plastry na obu dłoniach, zabandażowaną rękę i ramie, poobdzierane kolana zrozumiałem, że jestem już całkiem "uziemiony" i mam z głowy randki przez najbliższe 4 tygodnie, bo kto umówiłby się z taką mumią jak ja…? Doktor tylko przytaknął głową i się uśmiechnął. Dobrze że nie zrobiłem sobie nic w głowę (choć na pewno będę to wiedział dopiero za 48 godzin) i że niczego sobie nie zwichnąłem, nie wybiłem ani nie połamałem. Z mojej koszulki został wielki strzęp nie tylko z dziurami na przedzie, ale też z tyłu bo coś rozerwało materiał na plecach.
Dostałem 2 dni zwolnienia, jutro mam zgłosić się do kontroli i pewnie dowiem się czegoś więcej. Pan doktor dał mi swoją wizytówkę, numer telefonu na prywatną komórkę i kazał do siebie dzwonić gdybym nagle gorzej się poczuł albo zauważył jakiekolwiek niepokojące sygnały. Na izbie przyjęć spotkałem jeszcze paru innych pokiereszowanych rowerzystów, bo dziś wokół Gurten odbywał się wyścig i nie obyło się bez wypadków. Mijając się na korytarzu tylko uśmiechaliśmy się na swój widok. Próbowałem dodzwonić się do mojej szefowej albo do kogoś z HR, żeby dowiedzie się gdzie jestem ubezpieczony, ale bez skutku. Na sms nie odpowiedziała też nawet moja agentka, która pomagała mi w relokacji. Pomyślałem, że gdyby naprawdę miało mi się stać coś poważniejszego to nawet nie miałbym na kogo liczyć. Wychodząc z ambulatorium spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Nigdy nie miałem ładnej buźki ale teraz to już jednak przesada…
