Berno – dzień 36

Rano wstałem wcześniej żeby do południa wybrać się na rower. Oprócz chęci nasycania się zielenią i bliskimi kontaktami z alpejskimi krowami urzekły mnie tutejsze trasy rowerowe i widoki więc nie chciałem marnować czasu aż z Polski dotrze tutaj mój rower z całym niezbędnym wyposażeniem. Ubrany w swój lycrowy kostium DHL wyjechałem z domu kierując się w stronę Aary. Nim dojeżdża się do głównej ścieżki rowerowej trzeba zjechać kilkaset metrów z górki między okolicznymi domami. Zjeżdżając w dół nagle poczułem jak rower niebezpiecznie przyspiesza, coś przyblokowało łańcuch, próbowałem wyhamować i w ułamku sekundy przeleciałem nad kierownicą i wyrżnąłem z impetem w chodnik. Miałem obdarte ręce, dłonie, ramiona i kolana. Jakiś obcy człowiek wyszedł z domu żeby zobaczyć czy nic mi się nie stało. Zaproponował że zawiezie mnie do szpitala, bo miałem rozciętą brodę, z której kapała krew i nie wyglądałem zupełnie "ok" jak uparcie próbowałem mu to wmówić. Pojechaliśmy najpierw do mojego mieszkania zabrać dokumenty a potem do szpitala na izbę przyjęć. Lekarz (nota bene przystojny Włoch) który mnie opatrywał, widząc mój strój kuriera zażartował, że przeze mnie ktoś nie dostanie dziś poczty. Stanął nade mną razem z pielęgniarką i zadawał te wszystkie rutynowe pytania. Potem przyszedł drugi lekarz i jeszcze jedna pielęgniarka. Coś tam konsultowali między sobą i po chwili zgodnie stwierdzili, że potrzebne będą szwy a na pocieszenie usłyszałem, że będę wyglądał teraz jeszcze bardziej męsko. Pomyślałem że to taki unik, żeby mnie zawczasu nie martwić, że będę wyglądał jak quasimodo. Leżąc w ambulatorium doktor obejrzał moje ciało dosłownie wszędzie czy aby nie doznało poważniejszego uszczerbku. Osobiście lubię takie zabawy (na dodatek z przystojnym facetem) ale w tej sytuacji jakoś nie czułem się zupełnie sexy. Na dodatek włosy na nogach i torsie powychodziły mi przez spodenki i czułem tylko obciach. W trakcie szycia pogadaliśmy sobie o pracy, o mojej firmie, o tym jak podoba mi się życie w Szwajcarii i było prawie jak na początku każdej mojej randki… Widząc moją pokiereszowana facjatę, plastry na obu dłoniach, zabandażowaną rękę i ramie, poobdzierane kolana zrozumiałem, że jestem już całkiem "uziemiony" i mam z głowy randki przez najbliższe 4 tygodnie, bo kto umówiłby się z taką mumią jak ja…? Doktor tylko przytaknął głową i się uśmiechnął. Dobrze że nie zrobiłem sobie nic w głowę (choć na pewno będę to wiedział dopiero za 48 godzin) i że niczego sobie nie zwichnąłem, nie wybiłem ani nie połamałem. Z mojej koszulki został wielki strzęp nie tylko z dziurami na przedzie, ale też z tyłu bo coś rozerwało materiał na plecach.

Dostałem 2 dni zwolnienia, jutro mam zgłosić się do kontroli i pewnie dowiem się czegoś więcej. Pan doktor dał mi swoją wizytówkę, numer telefonu na prywatną komórkę i kazał do siebie dzwonić gdybym nagle gorzej się poczuł albo zauważył jakiekolwiek niepokojące sygnały. Na izbie przyjęć spotkałem jeszcze paru innych pokiereszowanych rowerzystów, bo dziś wokół Gurten odbywał się wyścig i nie obyło się bez wypadków. Mijając się na korytarzu tylko uśmiechaliśmy się na swój widok. Próbowałem dodzwonić się do mojej szefowej albo do kogoś z HR, żeby dowiedzie się gdzie jestem ubezpieczony, ale bez skutku. Na sms nie odpowiedziała też nawet moja agentka, która pomagała mi w relokacji. Pomyślałem, że gdyby naprawdę miało mi się stać coś poważniejszego to nawet nie miałbym na kogo liczyć. Wychodząc z ambulatorium spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Nigdy nie miałem ładnej buźki ale teraz to już jednak przesada…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz