Berno – dzień 56

Ostatnie dni minęły mi nader szybko.
Ucieszyłem się, że przyjechała do mnie matka, przywiozła te wszystkie frykasy i zabiła nudę i monotonię, która powoli zaczęła wkradać się pomiędzy dni spędzane na zwolnieniu.
Gdyby nie jej towarzystwo, stałbym się zgnuśniałym, marudnym i zasiedziałym w fotelu facetem w bandażach, bo nigdzie nie wychodziłem (prócz obowiązkowych kontroli u doktorka) nie chcąc wywoływać sensacji. W związku z tym, że była tutaj tylko tydzień wypadało pokazać jej co nieco Szwajcarii no i się udało. Pod koniec czuła się już tak dobrze, że bez słowa sprzeciwu pozwalała sprawiać sobie małe przyjemności i prezenty w postaci wszelakiego sprzętu gospodarstwa domowego a ja po ciuchu zastanawiałem się tylko jak ona się z tym całym majdanem zabierze potem do Polski. Nie kupiła nic dla siebie, żadnego ciuszka, żadnego kremiku, perfum, żadnej torebki – zafascynował ja świat czajników, chochelek, pojemników na żywność i durszlaków – pewnych momentach myślałem, że ją zdzielę jak nie wiedziała, który model bardziej jej się podoba…

Niedzielny wieczór po wyjeździe mojej matki spędziłem w gronie przypadkowo poznanych Polaków i było naprawdę wesoło.

W pracy powitano mnie bez większych owacji. Debbie była trochę zła, że nie pracowałem z domu bo przepadły mi terminy szkoleń poza tym mieliśmy duże zaległości, kilka razy niby przypadkiem wytknęła mi ze przez mój wypadek przesunęły się terminy go-live projektu w Anglii i Irlandii. Nie pojechałem tam w sierpniu to pojadę we wrześniu – dla mnie to wszystko jedno.
Jak mantrę powtarzam sobie: kochaj swoja szefową, bo możesz mieć gorszą…

W pracy jest bałagan i wychodzi to za każdym razem, kiedy biorę się za coś nowego. Każdy temat, którego załatwienia się podejmuję to jakby otwieranie kolejnej puszki Pandory. Czkawką odbija mi się współpraca z GE Money Bank a już wepchnięto mnie w projekt z Mastercard, o temacie zaliczek dla pracowników nawet nie chce myśleć…

Chciałbym móc zaplanować swój urlop i przyjazd do Wrocławia, ale niezręcznie jest mi pytać o to teraz szefowa, przecież dopiero co wróciłem ze zwolnienia…
Od czwartku była na delegacji w Berlinie a mnie zostawiła z całym kramem i listą spraw do załatwienia.
O dziwo uporałem się z tym, udało mi się zapiąć wszystko na ostatni guzik czym chyba ją ująłem, bo w piątek dostawałem od niej same przemiłe maile… Super duper jednym słowem.

Wieczorem umówiony jestem na randkę z nowo poznanym Włochem, teraz siedzę w fotelu i popijam czerwone wino, relaksuje się słonecznym weekendem i zastanawiam się gdzie by tu się wybrać: Buenos Aires, Singapur, San Francisco czy Hongkong. Normalnie znów mam klawe życie.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz