Berno – dzień 81

W Dublinie na każdym kroku napotykałem Polaków. Sam mieszkam zagranicą, ale w Szwajcarii tego nie ma.

Szkolenie trwało 2 dni, w pierwszym dniu zaniepokoiła mnie ilość osób, która się na nim pojawiła, miało być 60 a przyszło 12.
Valerie na koniec dnia spłodziła soczystego maila, którego rozesłała do wszystkich świętych, co poskutkowało 100% frekwencją następnego dnia.

Do domu (cholera teraz mam dwa) wracałem przez Londyn-Heathrow, które ma świra na punkcie security.
Najpierw chcieli wybebeszyć mi wszystkie torby a potem kazali upchać laptopa i whisky w jeden mały podręczny bagaż.
Musiałem go nadać, bo bez tego nie wpuściliby mnie do samolotu. W Zurychu wylądowaliśmy późno w nocy i zamiast wskoczyć do pociągu musiałem najpierw poczekać na torbę.
Po 23. lotnisko było puste, wszystkie punkty informacyjne, kasy i biura pozamykane.
Zadzwoniłem do Marco, bo padł mi internet w komórce a nie wiedziałem czy będę miał szanse dostać się jeszcze czymś do Berna. Perspektywa szukania w nocy hotelu tez nie napawała mnie optymizmem.
W domu byłem o 2.30 a o 7 musiałem być w biurze. Przez cały dzień byłem niewyspany i wyglądałem jak zombie. Na dodatek przez przypadek skasowałem całą skrzynkę mailową naszego działu wraz z zawartością i całym archiwum…Prawdziwy master of disaster.
Debbie powiedziałem o tym dopiero na koniec dnia. Dzięki pomocy kolegi z Niemiec dane na szczęście po 10 godzinach udało się odzyskać.

Po mimo zmęczenia całego tego bałaganu ostatecznie polubiłem swoją prace. Jaka inna pozwoliłaby mi odwiedzić 7 krajów w ciągu 4 tygodni…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz