Berno – dzień 108

Przez ostatnie kilka dni myślę tylko o tym, kiedy skończy się ten miesiąc i wreszcie pójdę na urlop. Sama myśl o tym, że wyłączę laptopa, nie będę musiał wstawać rano, potem siedzieć w biurze, patrzeć na szefowa i słuchać jej „nowatorskich pomysłów”, że zamknę mieszkanie, spakuje walizkę i całkowicie zmienię otoczenie powoduje, że od razu uśmiecham się w myślach. Potrzebuję się zresetować i całkowicie odciąć od codziennych spraw. Ostatnio w związku z projektem więcej podróżuję. Od znajomych słyszę, że mam fajnie, bo „sobie odpocznę” i przy okazji „pozwiedzam”. Z biura, wychodzę o 17., taksówka do hotelu, wracam do pokoju, żeby zaraz usiąść do zaległych maili, bo nic nie zwalnia mnie z tego obowiązku, zza okna widzę tylko oświetlone znane z pocztówek miejsca tłumnie odwiedzanych przez turystów, potem zwykle jakieś jedzenie i spacer przed snem. Przyjemnie jest móc zatrzymać się w dobrym hotelu, wziąć kąpiel w przestrzennej łazience, siedzieć na klozecie i odbierać telefony od szefowej, spać w wielkim łóżku w ze smakiem urządzonym pokoju, pic piwo, chrupać orzeszki i oglądać tv. Zawsze tak chciałem zakosztować życia w beznadziejnym luksusie, żeby zobaczyć, jak to jest. Kiedyś myślałem, żeby poznać jakiegoś księcia z bajki, który by mnie ze sobą wszędzie zabierał, pokazując świat i uroki takiego stylu życia. Jest trochę inaczej niż w mojej bajce, ale przeszło mi przez myśl, że może mógłbym wziąć sprawy w swoje ręce i sprawić komuś drugiemu tą samą radość. Dlatego w sobotę zabieram Marco do Turynu. Będziemy mieszkać w prawdziwym zamku i przez cale 2 dni cieszyć się sobą…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Berno – dzień 108

  1. madi pisze:

    mnie nikt nie zabiera do Turynu:(
    wogóle mnie nigdzie nie zabiera
    wracaj bo mam doła

  2. saber-->madi pisze:

    byle do 13-tego.
    Bedziesz leciala ze mna tym samolotem do Monachium?

  3. madi pisze:

    w dupe jeża@lece z Pragi. szkoda, że nie przez Grenlandie!

  4. saber-->madi pisze:

    no to dupa, myslalem ze sie przelecimy razem…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s