Madryt

Któregoś wieczora wracając z M do domu podpytałem go umiejętnie czy istnieje jakieś miejsce w Europie albo miasto, które chciałby zobaczyć. Jednym tchem rzucił ze najbardziej kocha Włochy, dopiero gdy zacząłem ciągnąć temat dorzucił Paryż, Amsterdam, Londyn, Wiedeń i Madryt.W styczniu przed zbliżającymi się walentynkami zarezerwowałem wiec dla nas bilety i weekend w wygodnym hotelu w centrum Madrytu. Biłem się z myślami żeby mu o tym nie powiedzieć od razu, nie mogłem doczekać się jak zobaczę jego miny gdy się wreszcie dowie. 2 dni przed walentynkami przy kolacji M niespodziewanie rzucił że są w Europie miasta, na które szkoda nawet czasu, żeby je odwiedzać twierdząc że niczego ciekawego tam nie znajdzie. Widelec wypadł mi z ręki, gdy usłyszałem słowo ‘Madryt”. Zapytałem skąd ta pewność, ale nie umiał dać mi jednoznacznej odpowiedzi, twierdził że na samą myśl o tym mieście niczego wyjątkowego po prostu nie czuje…

Madryt – art deco, butelka Vouve Cliqout hotelowym łóżku, mnóstwa słońca, tango Portmana, ciepły wieczór we dwoje na Piaza Espana i niewiarygodnie granatowe niebo.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Madryt

  1. Nieznane's awatar saber pisze:

    bylismy:)

Dodaj komentarz