wrocławskie inklinacje

Gdy wylatywaliśmy do Zurychu nad środkową Hiszpania szalała burza. Nasz odlot był opóźniony prawie godzinę, przez moment myśleliśmy, że odwołają nasz lot z powodu złych warunków pogodowych.
Na lotnisku wyłapałem wśród tłumu turystów grupę Polaków wracających do Irlandii.
Nie wiem, na czym polega ten fenomen ale mam wprawę w rozpoznawaniu Polaka po samym tylko wyglądzie, zachowaniu i ubiorze.
Do Wrocławia poleciałem dopiero 2 dni po powrocie do Berna. Miałem czas na wyspanie się, zrobienie listy spraw do załatwienia, kupienie prezentów i spakowanie się.

Nie udało spotkać mi się ze wszystkimi, ale wróciłem naładowany pozytywnymi emocjami.
Z tatą zaliczyłem szlakiem browarów, z M. obiad w Akropolis i obgadanie szczegółów wesela, chill-outowe spotkanie z dziewczynami z dawnej pracy, lunch w Marche, bliskie spotkanie z dawnymi kolegami z pracy, których spojrzenie było bezcenne, spacer po Rynku, z W. galę Przeglądu, która bardzo mnie w tym roku rozczarowała.
I choć nie mieszkam tam dopiero od roku pomału oswajam się z myślą, że mój tzw. dom będzie zawsze tam gdzie ja będę i tak już chyba musi zostać…

A wczoraj wystąpiłem w migawkach Faktów. Dawno nie widziani znajomi, którzy mi o tym napisali przez moment myśleli że to jakaś ściema, że nie pracuję w Szwajcarii tylko we wrocławskim oddziale szwajcarskiego banku który przenosi się do Indii. Tak rodzą się plotki…

W pracy znowu zmiany, Rosa nie wytrzymała i złożyła rezygnację. Już w piątek rano przebąkiwała że zrobi to dzisiaj, a ja chodziłem wokół niej na palcach prosząc żeby wstrzymała się aż ja będę na urlopie i ominie mnie spotkanie z szefową żeby ustalić na poczekaniu tymczasowy podział obowiązków do momentu gdy nie odejdzie kolejna osoba. Z pracy wyszedłem o 16.30 a w kwadrans potem dostałem od niej sms, że nie wytrzymała i triumfem obwieściła Debbie swą decyzję jeszcze tego samego popołudnia.

Dwa tygodnie temu wysyłali mnie do Indii, potem mówili o konieczności szkolenia w Dublinie i Londynie, w piątek Debbie obwieściła mi szkolenie w San Francisco a dziś nagle na tapecie były Włochy.
Marco na moje njusy wzrusza ramionami i upewnia się tylko że nasz zaplanowany na czerwiec urlop dojdzie do skutku.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „wrocławskie inklinacje

  1. vanilasta pisze:

    Moj drogi, ja to nie wiem, czy mam ci zazdoscic, czy wspolczuc…
    Po 10 godzinach tyry padam na leb…
    Po wojazy zagranicznej i koniecznosci przestawienia sie na ichniejszy-naszniejszy czas – dochodze i dochodze tygodniami do siebie!
    A ty tak ciagle na walizkach 🙂
    Byles bys nie zmarnial!
    🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s