Berno – dzień 336

Na weekend przyleciał do mnie brat. Odbierając go z lotniska usłyszałem, że wyglądam rzeczywiście nieźle i że pobyt na obczyźnie mi służy. Efekt takiej manipulacji dało się łatwo przewidzieć, zabrałem brata do Genewy i Mediolanu i pozwoliłem zrobić zakupy ze swojej karty, dwoiłem się i troiłem żeby zapełnić ten czas atrakcjami.

Wiedząc, że będę tego dnia w Zurychu z wyprzedzeniem przyjąłem też zaproszenie na interview.
Jestem jakiś skołowany, sam chyba nie wiem czego tak naprawdę chce: czy odejść z pracy czy tylko uciec od codziennej rutyny.

Bilet na EURO (okazał się tłustym wypasem: miejsce dla VIP + limuzyna + hotel w Bazylei) oddałem go koledze – prawdziwemu fanowi piłki. Wejściówka była z przeznaczeniem tylko dla jednej osoby, więc nie byłoby żadnej frajdy być tam samemu.
Los jakby szybko mi się odwdzięczył za ten dobry uczynek – w rewanżu dostałem dużo fajniejsze zaproszenie na konferencje. Patrząc do kalendarza wiem że czerwiec będzie bardzo krótki bo przeplatany wyjazdami do Wiednia, Warszawy i Londynu no i się z tego cieszę.

Wracając pociągiem z Mediolanu siedziałem obok studenta.
(Dopiero potem okazało się że pochodził z Chin i pierwszy raz był Europie).
W pewnym momencie musiał on udać się do toalety. Gdy wrócił minął mnie, poszedł na koniec przedziału, potem się cofnął, ale znowu mnie minął, wyraźnie zakłopotany jakby czegoś szukał. Zagadałem go a on z rozbrajającym uśmiechem odparł że zapomniał gdzie siedział a wszystkie twarze pasażerów wydają mu się być jednakowe…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz