Przed wyjściem z biura zarezerwowałem bilet na City.
Chociaż nie miałem potwierdzenia a w biurze w Londynie już nikt nie podnosił telefonu wolałem nie czekać do ostatniej chwili.
Dopiero rano dowiedziałem się że szkolenie będzie się odbywać po drugiej stronie miasta i najlepiej byłoby lecieć na Heathrow.
Na zmianę było jednak za późno bo agencja zdążyła przysłać bilet…
Pomyślałem, że przeboleje te utrudnienia byleby tylko dotrzeć na miejsce.
Nie skończyło się jednak tylko na tym. Potem nie mogłem zarezerwować żadnego hotelu w Richmond, nigdzie nie było wolnych miejsc prócz hoteli na West Endzie, które oznaczały poranne stanie w korkach i wysokie rachunki za taksówki.
Ciśnienie mi rosło, gdy na 1,5 godz przed odjazdem do Zurychu wciąż nie miałem ani zmienionego biletu ani hotelu, w którym mógłbym się zatrzymać.
I potem karta znowu nie wytrzymała w dniu wyjazdu.
Spodobało mi się Surrey, tam rzeczywiście jest klimatycznie-angielsko, nowe biura w Richmond robią wrażenie, pięknie położone nad samą Tamizą pozwalają wyjść i zjeść lunch tuż nad rzeką.
Późną nocą w ciepły wieczór po deszczu wracałem do hotelu i czułem znane mi uczucie radości, że mogłem tu być.
Kilkanaście lat temu pierwszy raz do Londynu przyjechałem autokarem, teraz na lotnisko wiozło mnie luksusowe auto.
W kafeterii przypadkiem natknąłem się na D, seksownie spocony wracał z porannego biegania a sposób, w jaki obrzucił na mnie wzrokiem przez cały dzień nie dawał mi spokoju… Na samą myśl o tym wydarzeniu w moim organizmie dochodziło do zaburzenia gospodarki hormonalnej, dopiero po powrocie do domu niczym oparzony święcona wodą ocknąłem się.
M twierdzi ze prze sen zdarza mi się mówić już nie tylko po polsku i angielsku, ale ostatnio zaczynam po włosku.
Za kilkanaście skończę 30lat. Te kilka dni wokół daty moich urodzin postanowiliśmy spędzić we dwoje w Prowansji.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
Anglia,
podróże,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.