Berno – rok później

Marco wciąż jest pociągający. Czasami, kiedy budzę się wcześniej od niego lubię popatrzeć jak smacznie śpi.
Wciąż jest pociągający i wciąż nie mogę się nacieszyć jego widokiem – mógłbym patrzeć na niego godzinami: na kruczo ciemne włosy, czarne brwi, regularne rysy twarzy, trzydniowy mocny zarost i te usta skrywające najcudowniejszy męski uśmiech. Uwielbiam przy nim zasypiać, czuć kiedy leży obok nawet wtedy gdy zdarza mu się chrapać. Lubię budzić się rano przynoszoną filiżanką espresso.
Nie zapomnę jak pierwszy raz wypatrzyłem jego zdjęcie i o czym wtedy pomyślałem: że fajny facet, włoskie ciacho, że takich w Polsce nie ma, a nawet gdyby taki istniał to by się ze mną raczej nie spotkał, a jak gdyby się taki umówił to byłoby to coś.
Kubeł zimnej wody przyszedł w chwili gdy okazało się że nie mówi po angielsku, w ułamku sekundy nadzieja zmarła śmiercią naturalną, bo mój włoski pozostawiał wiele do życzenia.

To on pierwszy do mnie zagadał, nie zniechęciły go nieudolnie sklecane zdania i trudności w wyrażaniu myśli, był wyjątkowo cierpliwy, wyrozumiały i słuchał, zaproponował spotkanie, zostawił nawet swój nr telefonu, ale nigdy z niego nie skorzystałem. Potem po 3 miesiącach od mojego przyjazdu do Szwajcarii wciąż mnie pamiętał, od razu wymusił na mnie obiecaną przed miesiącami kawę.
I choć byłem wtedy jak mumia cały w bandażach plastrach i nie czułem nastroju do randkowania zgodziłem się, bo było mi wtedy wszystko jedno.
Pamiętam jak pytałem go o to gdzie jest IKEA (byłem wtedy na etapie kompletowania rzeczy użytkowych do mieszkania) i jak zaproponował, że mnie tam kiedyś przy okazji zabierze. Potraktowałem jego odpowiedź jako grzeczne ‘nie’ ale gdy w następną sobotę punkt 9 rano zadzwonił czy może po mnie przyjechać byłem bardziej niż zaskoczony.
Dla mnie przestał mówić jak torpeda i dla mnie założył telewizję kablowa z polskim kanałem.
Stopniowo wykorzystywaliśmy każdą okazję by spędzić ze sobą czas: bilety na koncert, obiady, kolacje, wizyty, rewizyty, spacery oraz bliższe i dalsze wycieczki stały się nieodzownym elementem każdego mijającego tygodnia.

Pomimo upływającego czasu i moich służbowych wyjazdów niewiele wydaje się zmieniać, wciąż kontaktujemy się ze sobą z tą samą intensywnością, co na początku znajomości. Podoba mi się tak odmienny od mojego południowy sposób myślenia i ten temperament.

Dla M. przestałem ciągle gdzieś się biec, pracować po 15 godzin, nie mieć czasu na życie prywatne.
I rzadko teraz doświadczam już stanu nieprawdopodobnej samotności. Uczę się akceptować, że w jakimś sensie jesteśmy samotni, ale własnej samotności staram się zaradzić.

A jak przypomnę sobie tamten jeden wspólny wieczór jakby na żywca ściągnięty z Przyjaciół to momentalnie zaczynam się śmiać:
– Ti amo Marco
– Grazie Pietro

I to wszystko przez to że niechcąco tylko zatrzymałem na nim swój wzrok…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Berno – rok później

  1. Nieznane's awatar vanilasta pisze:

    I za to lubie cie czytac. To, co opisujesz zdaje sie byc na wyciagniecie reki..Ja tez chce byc taka szczesliwa, tak zwyczajnie .. 🙂 Buzka
    Musisz byc naprawde fajnym facetem.

Dodaj komentarz