Berno – dzień 369

Pół roku temu przyjęli do nas faceta specjalistę od SAP.
Miał służyć nam swoją wiedzą i pomagać rozwiązywać różne zawiłości finansowo księgowe od strony IT.
Nie wiem jak układały mu się relacje z innymi. ale ja narzekać na R. nigdy nie mogłem.
Kilka tygodni temu nagle przestał pojawiać się w biurze, pocztą pantoflową dowiedziałem się że się zwolnił i że nie przejął się nawet obowiązującym go okresem wypowiedzenia.
W poniedziałek popołudniu kilkanaście osób w naszej firmie niespodziewanie dostało od niego maila z pogróżkami. Pisał że się zemści za to jak go traktowano, że nikt nie powinien czuć się bezpieczny, ani adresaci maila ani nawet członkowie ich rodzin. Żeby całej sytuacji dodać grozy mail został wysłany nie tylko na skrzynki służbowe ale także na prywatne i na telefony komórkowe współpracowników bo kolega miał dostęp do baz danych FI i HR…

Z poniedziałku na wtorek ponad 20 osób wraz z członkami rodzin nocowało w hotelu na koszt firmy. Od wtorku rano głównego wejścia do budynku firmy pilnowało dwóch strażników, na każdym piętrze stał dodatkowo ochroniarz a na ulicy regularnie widać było przejeżdżający patrol policji. Budynek był chroniony nie gorzej niż amerykańska ambasada na Jubilaums Strasse brakowało tylko czołgu i choćby skromnego helikoptera. Z budynku radzono nam nie wychodzić, w tym celu zapewniono nam obfity i różnorodny lunch.
Policja szukała kolegi przez 2 dni zanim go ujęła.

I najlepszy w tej całej historii okazał się mój kolega, który niczego nieświadomy we wtorek wrócił z urlopu. Jadąc do biura przejeżdżał wcześnie rano obok hotelu i zauważył wychodząca z niego K (biurową super laskę), trochę go to zdziwiło, bo wiedział że mieszka ona z mężem w zupełnie innej części miasta. Po kilku minutach przyuważył wychodzącego z tego samego hotelu jednego z naszych dyrektorów i wtedy zaświeciła mu się lampka, że ci dwoje to pewnie mają płomienny romans…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Berno – dzień 369

  1. Nieznane's awatar saber pisze:

    zlapali go po 2 dniach – wyladowal w psychiatryku, okazalo sie nawet że kilka dni wczesniej rodzina zglosila jego zaginiecie…

Dodaj komentarz