Poznań – Wrocław

Zabrałem M do Polski.
Dentysta odwołał wizytę a ja zostałem się z biletem i hotelem, których nie opłacało się anulować. Długo się nie zastanawiając dokupiłem drugi bilet. Kilka miesięcy wcześniej rozważaliśmy ten pomysł, ale na przeszkodzie stawały nam albo moje wyjazdy albo brak wolnego w pracy.
M nieprzyzwyczajony do walki o swoje koniecznie chciał skonfrontować swoje wyobrażenia o Polsce z rzeczywistością. Bezpieczniej wydawało mu się pojechać pierwszy raz tam ze mną.

W Monachium zaliczyliśmy przymusowy postój, bo nasz samolot do Poznania został odwołany z powodu mgły.
3,5 godz. na lotnisku nawet, jeśli spędzone w lounge’u dał nam we znaki.. M kilkakrotnie wypomniał mi, że niepotrzebnie tak wcześnie zrywaliśmy się z łóżka.

Na dworcu PKP staliśmy w długiej kolejce po bilety. Gdy była już nasza kolej pani z powodu przerwy zamknęła nam okienko przed nosem. M nie potrafił zrozumieć, dlaczego to zrobiła skoro wiedział, że stoimy.

W Poznaniu niewiele jest do pokazywania. Wybraliśmy się do Browaru i na zakupy u Grażyny.
W hotelu wyciągnąłem go do sauny i na basen, po których on padł zmęczony jak kafka i wcześniej położył się spać a ja razem z K, która specjalnie na mój przyjazd pofatygowała się do Poznania, urzędowaliśmy w hotelowym barze uskuteczniając wymianę informacji i degustując serwowane przez zapoznanego barmana wyszukane drinki.

Obowiązkowe na liście żurek i pierogi ruskie były żelaznym punktem naszej programu.
Podobnie jak przejażdżka starym tramwajem, w którym trzeba się mocno trzymać, żeby nie wylecieć i podróż rozklekotana taksówką Fiatem 125p.

Nie przyznałem się nikomu ze będę we Wrocławiu, spokojnie i bez pośpiechu obejrzeliśmy Panoramę, przeszliśmy się po Ostrowie i Rynku, zaliczyliśmy trasę z krasnalami, Uniwersytet, Galerię i obiad w restauracji. M zachwycony był Wrocławiem. Idąc z nim Świdnicką zupełnie nie pasował mi do tego obrazka. Jest on pierwszą osobą z mojego innego świata, którą przywiozłem ze sobą do Polski. Spacer po dawnych, dobrze znanych mi wrocławskich szlakach, co krok pogłębiał tylko mój budzący się sentyment, otoczony zewsząd przeszłością, co chwilę narażony byłem na przypływ wspomnień, które pogłębiały wewnętrzny smutek a mając przy sobie M i jego wieczny uśmiech wszystko wydawało mi się jeszcze bardziej nierealne.

Co musi się jeszcze wydarzyć żebym zaczął doceniać, co mam?

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz