fru do Kanady

Lotniska w okresie świąt to zmora podróżujących, wszystkie chyba wyglądają podobnie: dzikie tłumy przy maszynach do check-in, kolejki do nadania bagażu i informacji, częste opóźnienia, niezadowoleni pasażerowie, kłótnie przepychanki i wpychanie się do kolejek, zgiełk, chaos i mnóstwo destrukcyjnych emocji.
Przedświąteczna gorączka na lotnisku odbiła się także na mnie, samolot wyleciał z 2 godzinnym opóźnieniem, przyjąłem to obojętnie, bo nastrój skutecznie poprawiały mi prosecco i szampan.
Swiss znowu mile mnie zaskoczył, kiedy maitre de cabin wręczył swym lojalnym pasażerom świąteczne podarunki od firmy, jedyne, nad czym muszą jeszcze poćwiczyć do poprawne wymawianie mojego nazwiska, które zdaje się spędzać sen z powiek każdego pracownika linii lotniczych. W samolocie za to trafiłem na wymarzonego wprost współpasażera sąsiada: przez całą podróż wypił tylko szklankę wody i lampkę wina, po czym rozłożył fotel do pozycji niemal horyzontalnej i zapadł w głęboki sen nie wstając ani razu do toalety.
Na Immigration w Montrealu prawdziwa szopka, wzbudziłem zainteresowanie, które miało swój ciąg dalszy w osobnym ustronnym pomieszczeniu, na koniec usłyszałem że wygrałem los na loterii i w nagrodę szczegółowo przeszukano mi bagaż. Do Kanady lepiej nie przyjeżdżać na 4 dni, pierwszy raz zdarzyło mi się pokazywać bilet powrotny, hotelową rezerwacje, kilka razy odpowiadać, że nikogo tu nie znam, tłumaczyć się z krótkiego pobytu jak na tak długą podróż – jakbym przypłynął tutaj co najmniej statkiem a na drugi dzień miał w planach zacząć szukanie pracy w jakiejś fabryce zatrudniającej nielegalnych imigrantów z zamiarem zostania tu na stale.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s