stara poczciwa Anglia

W Zurichu nareszcie nastała wiosna a w Londynie ciągle pada. Wypacykowałem się na podróż, bo jeszcze na Heathrow miałem spotkać się z naszym dostawcą. Mina mi zrzedła, gdy wyszliśmy przed terminal, bo oboje byliśmy bez parasoli.
Nie zatrzymaliśmy się w centrum tylko w Richmond i czuje się jakbym był w Anglii tej bardziej prowincjonalnej: w pokoju wilgoć, wszystko skrzypi: podłoga, ściany, sufit, schody, do pokoju idzie się przez cały labirynt pomieszczeń i korytarzy, wszystko jakby mokro zgniło – kilka dni w tym miejscu i depresja murowana.

W pracy odczuwam skutki konfrontacji z L, która swoim podejściem do załatwienia spraw skutecznie wywołuje u mnie ataki białej gorączki. Na dodatek na maile albo nie odpisuje wcale albo odpisuje pytaniami na pytanie czego wprost nie znoszę zwłaszcza, gdy pracujemy w różnych strefach czasowych.
Wśród naszych dostawców utarła się opinia, że L nie należy do osób, z którymi łatwo robi się interesy. Mało kto chce pracować z tą wariatką. Podczas ostatniej telekonferencji miarka się przebrała i było mało profesjonalnie, ale jakże oczyszczająco. Doszło do tego, że od powrotu z Londynu sabotuję pracę własnego departamentu.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz