Eyjafjallajokull na nowo spędza mi sen z powiek. Kilka tygodni temu z powodu zamkniętych lotnisk musiałem odwołać swoje wyjazdy do Belgradu i Luksemburga, służbowy telefon dzwonił nawet w środku nocy, w sobotę i niedzielę, bez przerwy.
A dziś pod znakiem zapytania stanęła reszta zaplanowanych podroży. Wybuch wulkanu i unosząca się nad Europą chmura pyłu skutecznie wpłynęły na zmianę mojego grafiku, jak i na liczbę spędzanych w pracy godzin.
Ludzie potrafią być nieznośni i zdrowo szurnięci planując wyjazdy nie mając żadnej gwarancji, że dotrą, nie utkną gdzieś pomiędzy i nie będą zmuszeni koczować na lotniskach. Niektórzy zupełnie bezmyślnie oczekują ode mnie gwarancji, że ich samolot wystartuje albo dostaną miejsce w samolocie, żądają alternatywnych rozwiązań. Najbardziej upartym proponuje balon albo latający dywan…
Na moją szefową nie mam co liczyć, że wybuchł wulkan odkryła dopiero po 6 dniach kiedy cała Europa była już sparaliżowana, wysłała odkrywczego maila informując że właśnie wybuchł wulkan. Potem było gorzej, gdy ochoczo, zaproponowała mojemu koledze, który utknął w Londynie by do Zurychu próbował dostać się promem a na mnie usilnie starała wymusić konieczność skontaktowania się z każdym z 545 dotkniętych kataklizmem pracowników tak jakby ktoś od 6 dni stał spokojnie na lotnisku i czekał na mój telefon żebym bezpiecznie zabrał go do domu.
Z paraliżem Europy, zmierzylem się sam i z perspektywy czasu cieszę się z takiego obrotu spraw, miałem szansę się zmobilizować, pokazać, czego się nauczyłem i na co poszły zainwestowane w moje kursy i szkolenia firmowe pieniądze. A że nie udaje mi się zadowolić każdego – no cóż taki jest właśnie mój świat.
W nagrodę poleciałem na weekend do Polski by w towarzystwie K przekonać się, że ekskluzywne, przeto drogie w Polsce idzie w parze z jakością i smakiem jak w innych krajach.
To dziwne, ale zaczynam lubić Warszawę, choć wciąż nie ma ona dla mnie klimatu a Nowy świat wydaje się wielką improwizacją i pijackim zwidem Głównego Architekta miasta i czuję się w tym mieście coraz lepiej. Nie zawodzą moi przyjaciele, którzy coraz liczniej decydują się na przeprowadzkę do stolicy.
W Hiltonie w windzie natknąłem się na boksera wagi ciężkiej, mistrza świata i Polski w kickboxingu – nieświadomy niczego znajomy obcokrajowiec przyjrzał mu się dokładnie a na koniec skomentował: ”a ten to pewnie męski eskort” i przez chwilę myślałem, że w dziób dostaniemy obaj…
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek

” ludzie potrafia byc nieznosni…” – nie widziales ?
z nieznosnymi najchetniej wcale bym nie dyskutowal – od razu bym strzelal…
Potrafią i to bardzo