nieznośna lepkość bytu

Po spędzonych wspólnie kilku dniach we Florencji M. wyznał, że w czasie fali upałów można spodziewać się po mnie jedynie najgorszego.
Nieznośna lepkość bytu udziela się mojemu niezadowoleniu wprost proporcjonalnie do wzrostu temperatury, osiągając we Włoszech punkt szczytowy – okazałem się ultra upierdliwym niewdzięcznikiem, którego irytowało wszystko a za co dostawało się głównie M.
Na moje urodziny pojechaliśmy do Wrocławia, nareszcie spotkać się w komplecie ze wszystkimi oraz oficjalnie przedstawić M. Znając swoich przyjaciół oraz ich talenty organizacyjne, na samą myśl że mielibyśmy umawiać się niezobowiązująco, w bliżej nieokreślonym miejscu i o mało precyzyjnie określonej porze a potem wspólnie godzinami szukać stolika, odpowiedniego miejsca i przy tym nie stracić dobrego humoru wolałem uprzedzić fakty i na własną rękę wynająłem ”Przystań” a zaproszonych powiadomiłem, że oczekuję wszystkich punkt 21.

M zupełnie niezrażony wysokimi temperaturami dzielnie eksplorował Wrocław, dzięki niemu pierwszy raz w życiu zobaczyłem Aule Leopoldina i pokaz światła i dźwięku na Wrocławskiej Pergoli. W ciągu jednego popołudnia przebrnęliśmy przez japoński ogród oraz zoo, 3 domy towarowe a na koniec dnia lądując na kolacji w znajomej greckiej restauracji, gdzie kiedyś dawno zwykle prowadzałem każdego nowego współwspacza.
Pomimo żaru lejącego się z nieba nie pisnąłem nawet raz, że jest mi za gorąco co zostało bez mała entuzjastycznie dostrzeżone gdy wracaliśmy do hotelu.

Przez te kilka nocy spaliśmy w nowo otwartym butikowym the Granary. Skrzywienie zawodowe i pytania recepcjonisty o wrażenia z pobytu kazały mi zostawić odpowiedni komentarz a propos funkcjonowania tego miejsca, co ku mojemu zaskoczeniu nie pozostało bez echa – w 2 dni po powrocie do Szwajcarii, zadzwoniła do mnie szefowa recepcji usłyszeć osobiście parę krytycznych uwag. Konkluzja była jedna – niewiele rzeczy zasługiwało w hotelu na ich 5 gwiazdek prócz niej samej… Zaoferowano mi upust przy następnej wizycie, ale czy np. ktoś życzliwy nie użyje mojej szczoteczki do zębów do wyszorowania muszli klozetowej nie mam żadnej pewności. Czasami boje się, że zbytnia otwartość może skończyć się napluciem do mojego talerza, nasikaniem mi do butów albo inną obrzydliwą karą wymierzoną przez hotelowy personel.

Nie łatwo było zorganizować jednodniową wycieczkę po Dolnym Śląsku. Znalezienie kierowcy, który za rozsądne pieniądze zawiezie nas w kilka miejsc wydawało się być pomysłem nierealnym. Lokalne biura podróży, które niby się tym zajmowały nie odpowiadały na maile a inne windowały niebotycznie ceny.
Pomogła mi dopiero koleżanka dzięki, której M. zobaczył Książ, Świdnicę, Wałbrzych, Wambierzyce, Kłodzko i Polanice.

Kochamy się nieprzerwanie od 3 lat.
Ostatni znowu poprztykaliśmy się o to, że nic innego nie robię tylko planuje nam wyjazdy. M. choć lubi podróżować, zupełnie nie rozumie dlaczego musimy planować wakacje z 12 miesicznym wyprzedzeniem. W rozmowach z kolegami z pracy na temat gdzie, kto planuje spędzić urlop nie zabiera już głosu, odkąd nasze cele oscylują wokół egzotycznych wysp tudzież najdalszych zakątków świata stało się to tematem tabu, bo współpracownicy patrzą na niego krzywo. Nawet właścicieli restauracji, w której pracuje w lekkie osłupienie wprawiają wybory przed którymi biedny M. jest przeze mnie stawiany. W ogóle pewnie wszyscy bardzo biedakowi współczują…
Już kiedyś starałem się go uczulić, by przestał o tym mówić, ale nie posłuchał więc teraz nosi piętno snoba, dla którego praca w restauracji stanowi tylko hobby. Od pewnego czasu M. nie wchodzi zbytnio w szczegóły, ale dawne plotki zrobiły swoje i cała sprawa co jakiś czas powraca z mniejszą lub większą siłą.
W przypływach bardzo dobrego humoru M. czasami lubi dokuczać innym i z wyćwiczonym wielkopańskim oburzeniem reaguje na wiadomość, że na wakacje musi lecieć w klasie ekonomicznej. A przy każdej nadarzającej się okazji gdy ktoś ewidentnie podsłuchuje nasze telefoniczne rozmowy uszczypliwie podkreśla, że znowu musi latać cargo. Uwielbiamy się razem z tego śmiać, gdy udaje bycie nieznośnym i napompowanym dupkiem. Poza tym gdy czasami słyszę jak potrafi trafnie utrzeć nosa przemądrzałym i wszystkowiedzącym klientom, którym wydaje się że pozjadali wszelkie rozumy i próbują wcisnąć mu jakąś totalną bzdurę przepełnia mnie duma, gdy z hukiem sprowadza ich na ziemie.
Wyhodowałem małego potwora, który nie zadawala się byle czym i analizuje każde zbyt kategorycznie wypowiedziane opinie. Czasami gdy próbuje wywołać we mnie zazdrość, grożąc że mnie zostawi, z lekkością odpieram szantaż, że nikt go nie będzie chciał bo taki jest już zepsuty.

Kiedy już wydałem się by spokojny i pogodzony z myślą, że w listopadzie lecimy na Karaiby wyrósł przede mną nowy problemem: na którą wyspę albo wyspy powinniśmy polecieć? Nabyłem przewodnik, który przeczytałem jeszcze tego samego dnia, zaangażowałem do pomocy znajomych z biur podróży i linii lotniczych, przejrzałem internetowe fora i w krótkim czasie stałem się małym specjalistą, dla którego Karaiby przestałby kojarzyć się wyłącznie z działającą na wyobraźnię magiczną nazwą. Niczego nie pozostawiłem przypadkowi, kilka wysp odrzuciłem od razu, z powodu malej atrakcyjności plaż, zbytniej komercji, horrendalnie wysokich cen hoteli albo nieprzyjemnych wyziewów z rafinerii Chaveza, ale już od kilku kilku dni śpię spokojniej co niezmiernie cieszy także M…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to nieznośna lepkość bytu

  1. Nieznane's awatar dusiciel pisze:

    Szepnij słówko gdzie jedziecie, bo ja z moim małżem również zamierzamy się udać w tym kierunku i zupełnie nie wiemy gdzie… Zawsze może się przydać rada nowego specjalisty od Karaibów. 😉

  2. Nieznane's awatar saber pisze:

    St. Martin (czesc francuska)
    Zalezy co lubicie: golf, lezakowanie, plaza czy lans?

Dodaj komentarz