Zurich – Warszawa – Wrocław – Kopenhaga

Tym razem w Warszawie czułem się niemal jak za czasów studenckich: dawny kumpel, podrzędne, zadymione, mroczne bary, byle jakie jedzenie o smaku kartonu, rzeka alkoholu, szukanie noclegu w ostatniej chwili, gigant i wielka improwizacja.

Gdy o 2 nad ranem meldowaliśmy się w Hiltonie wyglądaliśmy, co najmniej złowróżbnie, wzbudzając tym większy niepokój wybierając olbrzymi executive suit na przedostatnim piętrze budynku niby to pod pretekstem chęci zobaczenia Warszawy by night. Chłopaki biegali jak z pęcherzem rozentuzjazmowani nadmiarem przestrzeni i przylegającymi do apartamentu i sypialni dwoma łazienkami, dopiero gdy minęła im pierwsza euforia resztkami sił skoncentrowali się na eksplorowaniu zawartości mini baru, który opróżnili do ostatniego chrupka. Rano musiałem niestety zmienić hotel, by później zmierzyć się z big bossem, który sprowadził mnie do roli swojej asystentki.
Po estetycznej kolacji w Bristolu wypróbowaliśmy z K dwa nowe bary, gdzie jeszcze nas nie znali, wracając Nowym Światem przycupnęliśmy w jakimś nieznanym miejscu serwującym coś koloru czerwonego, które okazało się gwoździem do mojej trumny. Rano obudziłem się w dupie, a utrzymujący tego dnia ból głowy wcale nie pomagał mi w sztuce samoprezentacji i działał lepiej niż nie jeden pas cnoty, blokując przed wchodzeniem w interakcje z lokalnym kolorytem. W połowie dnia K zaciągnęła mnie do Muzeum Powstania gdzie oglądanie obrazu w 3D można by śmiało nazwać aktem masochizmu wobec mojego i tak podrażnionego żołądka.
Kilka dni później zawitałem do Wrocławia c.d.n.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zurich – Warszawa – Wrocław – Kopenhaga

  1. sotion pisze:

    Muzeum Powstania Warszawskiego na kacu… to musiał być prawdziwy odlot 🙂

  2. saber pisze:

    nie zebym byl z tego jakos dumny ale doznania byly co najmniej jak na karuzeli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s