przystanek Wrocław

Czasami lubię pracować w samolocie. Niestety do Monachium na miejscu obok towarzyszył mi pilot Lufthansy, niesamowicie przystojny blondyn, sam fakt stykania się łokciami i innymi częściami ciała wywoływały u mnie przyjemne fale gorąca na całym ciele i zupełnie nie potrafiłem się skoncentrować – nie wiem co działało na mniej bardziej: jego mundur pilota, zapach, uśmiech czy bliskość siebie.
A potem jeden steward w samolocie z Monachium zbeształ mnie za włączenie telefonu komórkowego podczas lądowania (a właściwie kołowania) wprawiając mnie w osłupienie, że osobnik tak delikatnej, kruchej postury a la muślinowa firanka potrafi wrzasnąć jak rasowy samiec. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania, bo telefony z wrażenie wyłączyli także pozostali pasażerowie, których ten podniebny kelner zdawał się już nie zauważać.

Mój brat wyprowadza się na swoje – tym samym mojej matce ze wzmożoną siłą uaktywnił się syndrom opuszczonego gniazda. W ramach oszczędności czwartkową noc spędziłem w rodzinnym domu, co nie wyszło mi na dobre. Pierwsze kilka godzin zajęło mi nauczenie się obsługi specyficznie zamontowanych w domu urządzeń: w łazience w kranie nad umywalką leci tylko wrzątek – finezja hydraulika sprzed 2 lat, w kabinie prysznicowej kurek z ciepłą i zimną wodą zamontowane są na odwrót, każde żelazko składa się z wystających na zewnątrz części podobnie jak kontakty w ścianach, w pokoju albo jest zupełnie ciemno albo z sufitu daje po oczach światło jak na sali operacyjnej, w lampce nocnej brakuje żarówki a ona sama pełni tylko funkcję ozdobnika.
Moja matka jak zwykle niczego nie wyrzuca więc przebicie się w szafkach przez niezliczone liczby finezyjnych pojemników kubeczków filiżanek, figurek, kolorowych butelek i książek kucharskich z 1985 roku trochę trwa nim znajdzie się to czego się akurat potrzebuje. Zasadę że w pojemniku z napisem sól należy spodziewać się cukru, a pod hasłem kawa – herbaty opanowałem zeszłej zimy więc nim cokolwiek wsypałem do kubka przejrzałem dokładnie zawartości każdego pudelka.
O poranku pozostawiona na stole kosmetyczka zsunęła się na podłogę tłukąc przy okazji butelkę perfum i szklane pojemniki biothermu. Mój brat popatrzył na mnie wzrokiem wzbudzającym litość, gdy ścierałem z podłogi resztki kremowej substancji, dziwiąc się że kładę swoje rzeczy na stole, który jest niestabilny przecież od zawsze. Za rzadko bywam w domu, bo dałem się parę razy zaskoczyć a zaoszczędzone na noclegu w domu pieniądze wydam jutro w Kopenhadze na zakup nowych kosmetyków.
Wśród przyjaciół obrodziło w dzieci i stany błogosławione. Od jednych nasłuchałem się o tym jak trudno znoszą ciążę a od drugich o problemach z odgazowywaniem ich pociech – fascynujące tematy przy kawie i ciastku.

W piątek obejrzałem nowe gniazdko brata poczym udaliśmy się w kierunku sklepu meblowego gdzie starszy pomocny i hojny brat uruchomił swoją złotą kartę. Nie mam zwyczaju oszczędzania na najbliższej rodzinie poza tym urządzanie mieszkania w wersji mojego brata jest czynnością niezmiernie prostą i mało skomplikowaną: białe ściany a potem czarna prosta meblościanka + plus szafa – ich zakup zajęło nam niecałe 10 minut. Nie myślałem, że można być tak wydajnym i prostolinijnym, bo mnie urządzanie mieszkania zajęło prawie 2 lata.

Odwiedziłem swoje dawne mieszkanie by wreszcie uporać się z przeszłością: dawne podręczniki i notatki z HME oraz zeszyty z hukiem wylądowały w koszy na śmieci. Zmusiłem się nawet do zejścia do piwnicy by i tam posprzątać i wynieść walające się rzeczy, na co nigdy wcześniej nie znajdowałem czasu. Oszczędziłem kilka albumów ze zdjęciami, które może kiedyś jeszcze się przydadzą.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to przystanek Wrocław

  1. Nieznane's awatar sotion pisze:

    tez kiedy jestem u mamy, nie rozumiem jej układu przedmiotów w kuchni, łazience…ale mimo tego lubię tam czasem wracać 🙂

Dodaj komentarz