w raju jak Adam z …Adamem

Jadąc na ten urlop mieliśmy ułożony bardzo szczegółowy plan jak chcemy spędzić te kilka dni. Pierwszy dzień miał być słodkim nicnierobieniem z koktajlami w dłoniach. Nazajutrz jednak pod wpływem impulsu wykupiliśmy całodniowy rejs katamaranem na sąsiednie Tintemarre i Anguille.
Kapitalnie było móc leniwie rozłożyć się na pokładzie, sączyć zakrapiany rumem poncz i kolorowe drinki serwowane przez dziewczyny z załogi, beztrosko zażywać kąpieli słonecznych.
Wszystkie plaże i zatoki wyglądały bardzo malowniczo i egzotycznie, co kilkadziesiąt minut zawijaliśmy do tych mniej uczęszczanych, niekiedy prawie pustych by wykąpać się w krystalicznej wodzie i uprawiać snorekling.
Zachłyśnięci widokami, kolorem morza, zamroczeni lekko ponczem urządziliśmy prawdziwy maraton robienia zdjęć w rajskiej scenerii, nieświadomie łapaliśmy promienie słońca, które w efekcie strzaskało nasze twarze tego dnia na mahoń.
Gdyby popatrzeć na ten dzień trzeźwym okiem dzień ograniczał się do pływania od zatoki do zatoki, oglądania identycznych plaż, niezliczonych skoków do wody i wlewania w siebie mnóstwa alkoholu – banał.

Po ostatnich próbach nurkowania na Zanzibarze M nie bardzo chciał dać się namówić na powtórkę z rozrywki.
Nie czul żadnej frajdy więc w końcu dałem mu spokój i w pojedynkę podziwiałem tutejszą rafę z morską fauną i florą.
Anguilla – mała i prawie całkowicie płaska wysepka – suwerenne państwo słynie głównie ze wspaniałych plaż i choć nie widziałem wszystkich rzeczywiście tutejsze były wyjątkowe…
Wieczorem zerwał się wiatr, który przyniósł burze i niepogodę tak, że gdy wpływaliśmy do mariny tonęliśmy w strugach deszczu.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s