Monachium poraz pierwszy…

W zaciszu hotelowego pokoju w Monachium rozgrzewałem się pozadomowo z zapoznanym w czasie świąt czeskim zawodnikiem, który specjalnie na tę okazję przyjechał z Pragi. Było to jednak jego ostatnie tournée bo został na noc i choć był młody chrapał tak donośnie, że na drugi dzień przestałem palić w obawie, że i u mnie może coś takiego kiedyś wystąpić.
Zwykle po udanym meczu mam ochotę zapalić. W Le Meridien miałem pokój dla niepalących, ale kusiło mnie, żeby choć przez chwilę móc się zaciągnąć. Byłem zbyt leniwy by zejść na dół, przed hotel, poza tym takie nocne wędrówki kojarzą mi się z uzależnieniem i desperacją. Wyciągnąłem więc papierosy, ale zaraz odłożyłem je na nocny stolik w korytarzu – wygrał zdrowy rozsadek i wygoda.
Rano wstałem bardzo wcześnie. Biorąc gorący prysznic poprzez uchylone drzwi łazienki oglądałem poranne wiadomości BBC. O 6 mieli dostarczyć mi śniadanie, podczas gdy grubo przez czasem ktoś zapukał do drzwi. Wyszedłem z kabiny opatulony jedynie ręcznikiem, otworzyłem drzwi, w których czekała na mnie hotelowa ochrona i pracownik recepcji.
Podobno w moim pokoju coś się paliło, bo włączył im się alarm przeciwpożarowy. Detektor wysyłał, co kilka minut głośne sygnały, dlatego osobiście przyszli to sprawdzić.
Byłem zaskoczony i żeby ich przekonać, że wszystko jest w najlepszym porządku uchyliłem mocniej drzwi wprost na leżące na stoliku pudełko papierosów…
Ochroniarz znacząco na mnie popatrzył, ale nie widząc na mojej twarzy zmieszania grzecznie poprosił abym uchylił okno.
Okazało się, że to unosząca się w pokoju chmura gorącej pary buchająca spod mojego prysznica wywołała cały ten zamęt.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Monachium poraz pierwszy…

  1. sotion pisze:

    widzę jednak , ze wszystko w porzadku, zyjesz,dobrze sie masz i dalej uzywasz zycia…:)

  2. saber pisze:

    zyje, po prostu zyje…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s