CSI San Francisco

Przed wylotem do Vegas wcześnie rano zbiegłem na dół do bankomatu pobrać trochę gotówki. Naprzeciwko naszego hotelu znajdował się oddział Bank of America, z którego codziennie wybieraliśmy z pieniądze. Poranek był chłodny, wokoło nie było żywej duszy, włożyłem kartę, wprowadziłem PIN i wybrałem żądaną kwotę. Maszyna wydała mi pieniądze i paragon, odwróciłem się i wróciłem do hotelu. Jeszcze przed wejściem do windy tknęło mnie, żeby zajrzeć do portfela i zauważyłem, że brakuje w nim karty. W niecałe 30 sekund byłem znowu pod bankomatem, pod którym ustawiła się kolejka, jakiś czarnoskóry facet wypłacał pieniądze, za nim wyraźnie zniecierpliwiona kobieta przystająca z nogi na nogę. Mężczyzna wstukiwał dane i co kilka chwil, podejmował gotówkę, którą pośpiesznie upychał po kieszeniach. Przyglądałem mu się przez chwilę a gdy w końcu podjął kartę, w której rozpoznałem swoją, bez namysłu rzuciłem się na faceta, wyrwałem plastik i z całej siły uderzyłem o ścianę budynku, wykręciłem rękę i kazałem oddać wszystkie pieniądze grożąc, że zabiję. Murzyn wystraszony oddał mi zwitek banknotów a po ciosie w brzuch wyciągnął następny plik banknotów. Kobieta zaczęła krzyczeć, że napadam na bezbronnego człowieka, co odwróciło moją uwagę a murzyn wyrwał się i uciekł, a po chwili i ona wzięła nogi za pas. Choć w biały dzień w centrum miasta napadłem człowieka, przewróciłem go na ziemię, nikt nie zareagował a ja spokojnie zacząłem zbierać fruwające w powietrzu dwudziestodolarowe banknoty a potem zadzwoniłem do banku zgłosić kradzież. Okazało się, że w ciągu kilku minut choj pobrał ponad 2 tys. dolarów z czego tylko tysiąc udało mi się odzyskać. W ciągu paru chwil zdążył wypłacić gotówkę sześć razy.
W banku poradzili żeby zgłosić to na policję, co też uczyniłem jeszcze na lotnisku w San Francisco. Komentarz policjanta przyjmującego zgłoszenie: gdyby to był Nowy Jork pewnie by Pana zastrzelił…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to CSI San Francisco

  1. Nieznane's awatar whyme pisze:

    Complimenti, hai sfuggito alla morte. Grazie per i saluti da Milano, ti mando i miei saluti da Varsavia – piena del primaverile sole…

  2. Nieznane's awatar sotion pisze:

    niezła jazda…
    to co kutas zrobil z tym tysiacem?

  3. Nieznane's awatar saber pisze:

    mam nadzieje ze sie nacpal i wpadl pod auto

  4. Nieznane's awatar sotion pisze:

    🙂

Dodaj komentarz