ostatnie tygodnie

W natłoku zajęć związanych z organizacją czerwcowego spotkania integracyjnego dla 800 pracowników naszej firmy w Hiszpanii, z nieukrywaną wdzięcznością przyjąłem zaproszenie na spotkanie z A. w Berlinie. Gdy R. przedstawiła nas sobie poraz pierwszy intuicyjnie wyczułem, że spotkałem pokrewną towarzyską duszę, podejrzewałem nawet, że z tej samej parafii, dopóki nie spędziłem wieczoru w towarzystwie jego dziewczyny i przekonałem się ostatecznie, że celuje do złej dziurki. Szybko pogodziłem się jednak z tym faktem, że A pozostanie jedynie (aż?!) gwarancją dobrej intelektualnej rozrywki.
A. zaprosił mnie najpierw do siebie do domu, co stanowiło nie małą odmianę od obyczajów Szwajcarów, (którzy nie znają tego zwyczaju i nigdy nikogo do siebie nie zapraszają woląc spotykać się na mieście), z dumą oprowadził mnie po swoich przytulnych czterech kątach nie szczędząc intymnych opowieści o tym jak bardzo lubi opalać się na tarasie nago.
Wspólna kolacja u Włocha stanowiła miłą odskocznię od zawodowej rzeczywistości, bo w pracy żyć mi nie dają.
Taki stan przekłada się na moje samopoczucie i nawet będąc już w Polsce, prawie w domu, przesiadłszy się na samolot do Wrocławia wciąż nie mogłem oderwać się od spraw związanych z pracą, które na domiar złego wydają się wcale nie ubywać. Z tego osobliwego stanu zamyślenia, skupienia i trochę złego nastroju nie była wstanie wyrwać mnie siedząca obok w fotelu kolorowa i bogato zdobiona Doda Elektroda. Nie mam w zwyczaju rozmawiać ze współpasażerami, więc i tym razem nie było wyjątku. Przez 45 minut lotu z Warszawy jedyne, co nas łączyło to fakt, że oddychaliśmy tym samym powietrzem.
W Berlinie zaimponowało mi olbrzymie akwarium w holu hotelu, którego wielkość przysłaniały chyba jedynie akwaria centrów handlowych w Emiratach. Radisson Zurich ma akrobatyczne show a jego berliński odpowiednik olbrzymie wypasione kolorowe ryby.

W Mediolanie spędziłem samotne dwa wieczory – głównie pracowałem albo pracowałem sącząc kolorowego drinka w hotelowym barze. Antonio, którego miałem nadzieję zobaczyć wystawił mnie do wiatru składając kilka dni wcześniej wypowiedzenie z pracy. Odkąd zostałem zmuszony przestać trwonić pieniądze na męskie przyjemności więcej wydaje się zostawać mi w kieszeni. Recepcjonistka w biurze na mój widok próbowała mnie pocieszyć stwierdzeniem że jako facetowi jest mi o niebo łatwiej z aparatem bo nie muszę nikogo blołdżabować…

Ledwo przekroczyłem próg rodzinnego domu przed nosem wylądował talerz ruskich pierogów. Mamuśka bardzo się postarała, bo wciągnąłem je w trymiga i nie przeszkodziła mi nawet noszona nazębna biżuteria. Z mojego menu zniknęły orzechy, chipsy, chleb, pieczone mięso, surowe warzywa i owoce – podczas kontrolnej wizyty mój stomatolog oznajmił mi, że wszystko układa się dobrze, ale muszę być cierpliwy. Odwiedzając stare wrocławskie kąty odpuściłem sobie wszystkie mecze za to zainwestowałem w spotkanie z dawno niewidzianą AS, w studenckim Kalogródku gdzie piwo sprzedają śmiesznie tanio.
M dał wyciągnąć się na weekend w Lugano – we włoskiej części Szwajcarii – kantonie Ticino. W Ticino królują palmy, cyprysy, oleandry, azalie, rododendrony, drzewa oliwne i cytrynowe, słyszałem że na promenadzie w Locarno można nawet zerwać z drzewa banana… O bliskości Włoch geograficznej jak i mentalnej świadczyć mogły fakty, że poranny pociąg do Lucerny został niespodziewanie odwołany a ten podstawiony zastępczo spóźnił się ponad 20 minut. Na dworcu w skrytkach do przechowywania bagaży wszystkie zamki wydawały się być popsute albo wyłamane. Gdy spytaliśmy się czy aby czegoś źle nie robimy próbując przechować nasz bagaż usłyszeliśmy, że wszystko jest ok, bo szafki popsute są już od dawna..
A tak poza tym cudownie było móc się dogadywać w lokalnym języku, przećwiczyłem chyba wszystkie scenki rodzajowe rodem z repetytorium…

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Złote Żniwa – planowałem przeczytać ją podczas urlopu, ale zdążyłem łyknąć ją w pociągu w drodze do Lugano. Jeśli to, co tam opisują, choć w połowie wydarzyło się naprawdę to chyba otworzono mi oczy na sposób myślenia moich dziadków, nieznane, połacie dotyczące aspektów dotyczące relacji między Żydami a społeczeństwem, w którym żyli, choć nie wierzę że wszyscy Polacy byli ani bestiami, morderczym wyjątkiem od ówczesnej reguły ani aniołami, tylko ludźmi zdemoralizowanymi przez wojnę, tak jak inne nacje.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „ostatnie tygodnie

  1. sotion pisze:

    zajebiste to akwarium 🙂
    Nie czytałem „Złotych żniw”, ale moze sie w końcu skuszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s