Kawalek Francji na oceanie

Saint Denis główne miasto Reunionu to typowa dziura, w strugach deszczu miasto wydaje się być dodatkowo dziura bez dna. Fakt, nie dotarliśmy z M do słynnych powulkanicznych cyrków Cirque de Ciaos, de Salazie i Mafate, które ponoć zwalają z nóg ale od uprawiania trekkingu dzielą nas lata świetlne. M podobnie jak ja góry lubi oglądać z dołu…
Departament zamorski Francji, tysiące kilometrów od Europy, zagubiony na Oceanie Indyjskim gdzie płaci się euro, oprócz Jardin de l`Etat i Rue de Paris pełnej pałaców w stylu kolonialnym i tonących zielni placów i ogrodów niewiele jest tam do oglądania. Plaże Reunionu nie wytrzymują porównania z plażami Mauritiusu, ale cenowo wyspa nastawiona jest tylko na bogatych turystów.

Domy pomalowane na czerwono, żółto i zielono, na ulicach Francuzi, Chińczycy, Hindusi cały tygiel kultur. Meczet w wysokim budynku a na dole pełno sklepów oferujących mini spodniczki i obuwie, kramów i bazarów bez liku, totalny miszmasz.
W jednej z uliczek znaleźliśmy świetną małą restauracje Clos St-Jacques akuratną na lunch. Menu tylko po francusku (po angielsku mówią niechętnie jak podobnie jak Francuzi na kontynencie), M znowu dumnie demonstrował swoją znajomość francuskiego i gdyby właściciel nie zobaczył wysyłanego przeze mnie błagalnego spojrzenia i nie przeszedł na angielski, pewnie wylądowalibyśmy w jakimś fast foodzie.
Dzień można by zaliczyć do kategorii relaks i sielanka gdyby nie powrót na Mauritius. Nasz samolot miał ponad godzinę opóźnienia, gdy wylądowaliśmy w Mahebourgu a stamtąd jeszcze 1.5 godz taksówką na północ wyspy. Zgodnie postanowiliśmy, ze następnym razem wybierzemy hotel bliżej lotniska bo stojąc w korkach traci się mnóstwo czasu a większość atrakcji ulokowane jest na południowej lub zachodniej części wyspy. Na ostatnim piętrze hotelu gdzie znajdował się nasz apartament pełno było wody – pozostałości po niedawno przeszłej burzy. Po otwarciu drzwi było tylko gorzej – wszystko pływało, salo sypialnia, kuchnia i łazienka, brodziliśmy w olbrzymich kałużach. Okazało się ze wybiła woda z zatkanych rur odpływowych a ujście znalazła na naszym ostatnim piętrze. Dostaliśmy pokój zastępczy, piętro niżej, podczas gdy specjalna ekipa za pomocą wiader i szufelki wypompowywała wodę z naszego pokoju pracując całą noc usuwając wszystkie skutki awarii. W nocy obudził mnie odgłos lejącej się wody i gdy wyjrzałem na korytarz woda lala się ciurkiem z naszego pietra tak jakby pokój nad nami wciąż był zalewany…

Rano zdarzył się cud: po powodzi nie było śladów i wyszło słońce, które przygrzało tak mocno ze M spalił się na czerwono nie wiedząc nawet kiedy…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s