Ścigając się z czasem

W piątek przed świętami poszedłem na wizytę kontrolną do ortodonty.
Mojej dentystce po raz kolejny udało się mnie zaskoczyć i sprawić nieoczekiwany prezent… Oznajmiła mi, że od tej pory mam nosić jakieś specjalne gumki, które cofną mi dolną szczękę, co bym w przyszłości nie miał mordy jak koński ryj. Szczerze to nie wiedziałem nawet, że takową posiadam, ale bardziej wkurzyło mnie chyba to, że jeszcze 2 miesiące temu twierdziła, że zbliżamy się do momentu, kiedy będzie ściągać mi całe to metalowe ustrojstwa z zębów, więc po ciuchu zacząłem nawet liczyć dni – widać jak bardzo byłem naiwny…
Z tymi gumkami to jakiś przypal, bo trzeba je nosić 24 godziny na dobę nie wspominając uczucia jakbym miał szczękę na źle naoliwionych zawiasach. Przeszło miesiąc czasu zajęło mi nabrania wprawy w bezbolesnym podjeżdżaniu do stwórcy nosząc sam tylko aparat a teraz muszę posiąść tę trudną sztukę od nowa a to już przesada.
Rozczarowany wróciłem do domu, gdy kilka dni później okazało się, że pod jedynką na podniebieniu urosła jakaś gula, odczuwalna jakby przyklejona do zęba landrynka, ale wywołująca rozchodzący promieniście po całej szczęce ból uniemożliwiający mi normalne funkcjonowanie. W Szwajcarii dentysta jest w ciul drogi, nie wspominając, że żaden łapiduch nie podejmie się leczenia po innym koledze po fachu i co najwyżej może wypisać pacjentowi środek przeciwbólowy jak każdy inny znachor w tym kraju. Decyzja była, więc szybka i konkretna – lot do Wrocławia, by zdążyć wrócić przed piątkowym wyjazdem na urlop. M. wspaniałomyślnie zgodził się zająć się w pojedynkę przygotowaniami do naszego wylotu, podczas gdy ja spokojnie mogłem leczyć ząb. W dniu wyjazdu padł mi laptop, a że urlop może i mam, ale sytuacje zdarzają się różne, przeto musiałem być pewny, że nawet przedzierając się przez dżunglę na egzotycznym Borneo będę miał kontakt ze światem i potrafił zorganizować podróż służbową jakiemuś ważniakowi. Zanim więc wsiadłem o 7 rano na pokład samolotu do Wrocławia zmuszony byłem na szybko wpaść do biura i odblokować sobie komputer.
Po wylądowaniu w rodzinnym mieście okazało się, że nie doleciał mój bagaż i że dostarczą mi go może wieczorem a może nazajutrz, kiedy będę już w drodze powrotnej do Zurichu. Czyli jak ak nie urok to sraczka.
Jedynie pani doktor stanęła na wysokości zadania, zorganizowała mi szybką konsultację u swojego kolegi, który stwierdził, że wszystko jest ok, po czym osobiście pojawiła się w gabinecie i sama nie stwierdziła niczego niepokojącego. Moja ‘’landrynka’’ na podniebieniu to ponoć efekt zbyt mocno podkręconego aparatu. Żeby mieć spokojne sumienie zrobili mi jeszcze zdjęcie i wtedy wyszło prawdziwe akuku, że ja pierdolę. Ząb kwalifikował się do natychmiastowego leczenia, chcieli mi go otworzyć a po tygodniu miałem wrócić by mogli dokończyć jakąś rekonstrukcję. Jak się państwo dowiedziało, dokąd nazajutrz wyruszam i że dentysty w żadnym z odwiedzanych zapyziałych krajów szukać nie planuję oraz kiedy mogę u nich znowu się pojawić los zęba był przesądzony – uradzili, że trzeba mi go wyrwać. Gula mi strzeliła jak mi to oznajmili, krew mi się gotowała na samą myśl, że na urlop polecę bez siekacza, ale wolałem nie ryzykować, bo na ból zęba nie ma mocnych… Po tej nieoczekiwanie dobrej wiadomości chciałem się tego wieczora lekko ”znieczulić” najlepiej w jakimś barze, ale nawet tego nie mogłem, bo rano o 9 umówiony byłem na zabieg. Potwierdziło się jedynie, że biednemu zawsze wiatr w oczy.
Wyrywanie jedynki nie bolało, ale wary miałem spuchnięte jak po botoksie przez kilka dni. Jak sobie teraz o tym myślę to cudnie zaczyna mi się ten rok…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s