M jak tyran

Wróciłem wcześniej z pracy wściekły, bo nie wyszedł mi projekt, nad którym pracowałem od dłuższego czasu, na dodatek w domu czekała mnie wątpliwa przyjemność uczestniczenia w nudnej telekonferencji na temat czegoś, na co ogólnie kładę laskę, bo nie mam czasu na takie pierdoły. M właśnie zbierał się do wyjścia do restauracji i zauważył jak robię sobie mocnego drinka z whisky. Popatrzył na mnie tylko porozumiewawczo, ale nie skomentował.
Wziąłem szklankę, butelkę, laptopa i kabel, telefon przytrzymując głową do ramienia i w tak niewygodnej pozycji poszedłem w kierunku salonu. Pech chciał, że zahaczyłem ramieniem o witrynę drzwi i całość drinka wylała się na sofę. Nie mogąc przerwać telekonferencji wróciłem do kuchni nalać sobie drugiego drinka a brzydką plamę, która powstała przykryłem narzutą z postanowieniem, że zajmę się nią później.
Gdy M wrócił z pracy była już prawie północ, popatrzył na butelkę whisky potem na mnie i zapytał:
– Miałeś tutaj jakieś party?
– Nie, czemu? – zapytałem zaskoczony
– nie mów mi, że wypiłeś sam tyle whisky?
– uhm, ahm… – nie wiedziałem co powiedzieć bo czy lepiej przyznać się do tego, że jestem ofermą i znowu nabroiłem i zostawiłem plamę na naszej nowo kupionej sofie, którą M. pielęgnuje zawzięcie tak, że nie pozwala wylegiwać się na niej nawet kotu, czy lepiej uniknąć gromów, słuchania całej litanii narzekania i słownej chłosty a pozwolić nazwać się pijakiem i od razu zakończyć temat?
– zdecydowanie za dużo pijesz, jesteś już alkoholikiem.

Dopiero w niedziele, będąc na romantycznej kolacji w restauracji w Cannes, gdy chciałem zamówić dla nas kolejny kieliszek czerwonego wina a M próbował mnie powstrzymać wypominając mi mój alkoholowy problem przyznałem się jak było naprawdę. Śmiał się głośno i nie mógł uwierzyć, że mam go za takiego strasznego tyrana.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s