Buchajaca para

Znowu się nie wyspaliśmy, choć kolacje zjedliśmy stosunkowo wcześnie a po 20.00 grzecznie obaj leżeliśmy już w łóżku. Restauracja La Estaka została naszą ulubioną jadłodajnią w San Pedro. W całym miasteczku pełno jest agencji podróży, wypożyczalni rowerów, małych sklepików i restauracji, ale poziom tych ostatnich jest bardzo zróżnicowany. Ceny dla turystów ogólnie zawyżone, co można zrozumieć, bo to miejsce żyje z turystyki, ale jakość oferowanego jedzenia zupełnie niewspółmierna. Czasami jak coś rzucą na talerz to strach jeść, bo odrzuca od samego tylko patrzenia. M ma oko do takich rzeczy a ja mu ufam.
Każdą naszą wizytę w restauracji zaczynamy od pisco sour a potem łosoś albo stek, bo te dania królują tutaj przede wszystkim. Do wielu podają komosę ryżową, choć ta z masłem mało mi smakuje i wydaje mi się niezdrowa. Patrząc na Chilijczyków: grubi, dupiaści, zwaliści to samo mówi przez się…
Dziś musieliśmy wstać już o 3, aby spakować walizki, bo wieczorem wracamy do Santiago i zdążyć na wyjazd o 4 nad gejzery Tatio.
Obaj ubraliśmy się grubo: 2 swetry i kurta, szalik, czapka i rękawiczki, grube skarpety i spodnie a i tak wypizgało nas co nie miara. Po 90 minutach jazdy po wyboistych i krętych drogach po zboczach wulkanów zatrzymaliśmy się tuż przed wjazdem do parku na ostatnie sikanie. Skorzystałem z okazji, ale było tak zimno, że myślałem, że palce przymarzną mi do małego. Potem przez ponad pól godziny chodziliśmy za naszym przystojnym chilijskim przewodnikiem Derekiem słuchając jego opowiadań i próbując nie zwracać uwagi na przeszywające zimno. M próbował nawet stawać w oparach wyziewów, żeby ogrzać sobie to i owo, ale przynosiło to jedynie chwilową ulgę.
Gdyby pominąć niską temperaturę i drżenie rąk przy każdym naciśnięciu migawki to wizyta w Tatio była świetna.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s