Przedświąteczna gorączka

Do Berlina przyleciał porannym lotem, w ten sposób od południa mogliśmy beztrosko eksplorować świąteczne jarmarki i buszować wspólnie po sklepach w KaDeWe. Nie wiem czy to mój urok czy magia świąt albo końcówka roku i potrzeba przedłużenia kontraktu, ale od chłopaków z działu sprzedaży dostaliśmy piękny suit, kosz owoców i pudło świątecznych suwenirów. Az mi się głupio zrobiło, kiedy wszedłem do pokoju i okazało się ze po raz kolejny zrobili mi upgrade, w ramach rewanżu sprezentowałem im dwie butelki szampana.

M bardzo spodobał się pomysł wspólnego wyjścia na kolacje do First Floor w hotelu Palace, nasłuchał się o tym miejscu ode mnie a potem wyczytał gdzieś na internecie, ze lokal dostał gwiazdkę Michelin. Nie nastawialiśmy się, ze wyjdziemy stamtąd objedzeni, bo szef kuchni serwuje dania gourmet, świadomie zdecydowaliśmy się na 9 daniowe specjalne menu, ale gdy przy naszym stoliku pojawił się on we własnej osobie z czarnymi od krwi albo i brudu dłońmi, apetyt trochę nam zmalał. Przez cały wieczór było milo, wykwintnie i smacznie, ale miejsce i atmosfera sprawiły wrażenie ciężkich i nadętych. Obojgu dopisywały nam humory, wiec beztrosko trajkotaliśmy w oczekiwaniu na kolejne talerze, szybko zapominając o niesmacznym incydencie. M był nieszczęśliwy tylko z jednego powodu – nie mógł robić zdjęć podawanych potraw.

Po powrocie do Szwajcarii przypadkiem dowiedzieliśmy się, że w tym samym czasie do Berlina przylecieli P i F. Nie wiedzieliśmy o tym, dlatego nie spotkaliśmy się z nimi, ale nawet gdyby, to po ostatnich ekscesach nie mieliśmy okazji na ich towarzystwo. Ani mnie ani M nie ciągnie do branżowych lokali i innych przybytków, ale gdy tłumaczył P, że jedliśmy kolacje w Fist Floor wypadł mało przekonująco…

Przygotowania do wyjazdu na Antypody trwają pełną parą. Pałuję się trochę z potwierdzaniem wszystkich wycieczek, bo okazało się, że wykupywanie ich poprzez 9 różnych biur podróży nie było najrozsądniejszą decyzją. Okazało się, że w Uluru jest plaga much i muszek, które wchodzą do uszu, nosa, oczu, wpadają do ust że koleżanka poleciła mi kupić moskitierę doczepianą do kapelusza. Wyglądam w niej niczym pszczelarz, ale jeśli ma mnie to uchronić to warto zrobić z siebie clowna.
Trochę cykam się wyjazdu z K i spędzenia ze sobą 3 tygodni non stop, z drugiej strony znam siebie i niewyartykułowanych problemów i konfliktów nie zamierzam brać do siebie.

W czwartek przed wylotem do Wrocławia moja firma zorganizowała świąteczną kolację w naszym lokalnym Schweizerhofie. Impreza odbywała się pod hasłem Great Gatsby, więc przez kilka tygodni buszowałem po sklepach internetowych kolekcjonując strój i stosowne dodatki z lat 20tych by móc godnie się zaprezentować. Byłem zaskoczony, że na prawie 100 osób może 5 przyszli nieprzebrane. K dotrzymywała mi towarzystwa, co zostało uwiecznione na wielu fotografiach. Dziewczyny, które wybrały miejsce wykazały się intuicją, bo hotelowe wnętrza doskonale wpasowały się w tematykę i atmosferę tamtych czasów…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s