Powrót do rzeczywistości

Odkąd zdjęli mi biżuterię nazębną nie muszę tak często pojawiać się we Wrocławiu. Z jednej strony się cieszę, bo zaoszczędzę na wizytach i ciągłych podróżach a z drugiej eurolot właśnie uruchamia bezpośrednie połączenie Zurych – Wrocław za mniej niż pociąg z Berna do Zurychu i strasznie mnie kusi. Na razie kupiłem tylko bilet na marzec, ale jak znam siebie, co jakiś czas będę bił się z myślami lecieć na weekend czy zostać w domu…
Wakacje w Australii są już tylko miłym wspomnieniem, kolejny album pojawił się na półce a razem z M planujemy już słoneczny Katar i Oman. Zdążyłem odwiedzić Belgrad, Warszawę i Wiedeń. Przede mną w tym tygodniu jeszcze Londyn, Malta i Bukareszt. I na tym chyba koniec, bo w firmie ogłosili travel freeze – zero podróży służbowych. Szefowa oficjalnie jeszcze niczego mi nie napisała, ale wydaje mi się, że offsite naszego zespołu chyba się nie odbędzie i mogę pożegnać się z wizytą w San Francisco. Szkoda, bo trochę się napaliłem…
Rzutem na taśmę udało mi się załatwić bilety do Dubaju w grudniu. Co roku staram się zabierać gdzieś ze sobą brata i w tym roku padło na Seszele. Nie wiem czy nie będziemy musieli zmienić naszych planów, ale na razie kombinuje żeby jednak nie…

K. przeniosła się do Nowego Jorku. Co kilka dni wysyła mi szczegółowe wrażenia z pierwszych dni pobytu co wywołuje tylko banana na mojej twarzy. Strasznie jestem szczęśliwy, że jej się powiodło i że na przekór wszystkiemu dopięła swego. Marnie się przy niej prezentuje z moją chęcią przeprowadzki do Singapuru. W moim przypadku skończyło się jedynie na dobrych chęciach i gadaniu o tym przez ponad rok. K powiedziała mi o swoich planach w listopadzie, w grudniu podpisała umowę a po nowym roku była w Nowym Jorku i szukała już mieszkania na Brooklynie.

M. wydal ponad 3,5 tys. franków na kurs somelierski. Przez najbliższe 12 miesięcy będzie zgłębiał tajniki sposobów produkcji, gatunków, sposobów serwowania wina. W sobotę wrócił z pierwszych zajęć: z olbrzymią torbą pełną różnych kieliszków, dwoma tomami książek instrukcji i po degustacji, po której kręciło mu się w głowie. Z jego opowieści jawnie wynika, że i mnie bardzo spodobałby się taki kurs…
Kilka tygodni temu szwajcarski odpowiednik polskiego GUS wysłał mi ankietę do wypełnienia, która otworzyła mi oczy. W ankiecie znajdowały się pytania dotyczące partnera, czyli M. I okazało się że M ma ukończone jedynie 8 lat podstawówki… Klapki z oczu mi opadły, ale nareszcie zacząłem rozumieć skąd te moje frustracje, kiedy M fantazjuje o akcjach, bankowości, inwestycjach, otwieraniu własnego biznesu… Mimo wszystko nadal go kocham i zamierzam go wspierać, będę mu nawet robił kartkówki, pomagał pisać ściągi żeby skutecznie przyswoił sobie materiał z kursu.
W relacjach m/m bez zmian. Dużo gram, sprawdza się zasada jednorazówek. Powroty nie są tak intrygujące, ekscytujące, apetyczne i nie wnoszą żadnych nowych doznań prócz, rozładowania napięcia, rozczarowania i poczucia monotonii. Ekscytująco jest tylko przed, zanim pierwszy raz opadną spodnie i nastąpi zbliżenie ciał, wymiana ciepła i planów ustrojowych, potem jest już tylko mechanika, biologia i reakcja na erotyczne stymulacje.
Najgorsi są ci tzw. przystojni, wydaje im się, że jak są ładni to nie musza się już starać. Czasem Shrek czy inny troll bywa lepszy od He-mena.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Powrót do rzeczywistości

  1. ~whyme pisze:

    Dawno mnie nie było, ale widzę, że jest miło 🙂 Teraz ja mam banana, pisząc z pewnego kolorowego hotelu w Twoim mieście. Zaczynam się martwić tą kategoryzacją meczów… 🙂

  2. ~saber pisze:

    Ty moj drogi wylamujesz sie ze wszytskich kategorii jakie znam i niestety dla mnie …jestes zajety

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s