Na wojennej ścieżce z szefową – weekend we Wrocławiu

Nareszcie! Po prawie 7 latach od momentu mojej przeprowadzki do Szwajcarii Eurolot uruchomił bezpośrednie połączenie między Zurichem a Wrocławiem. Do tej pory musiałem zrywać się z lóżka o 4 rano by zdążyć na pociąg na lotnisko w Kloten skąd o 9 odlatywałem do domu, ale z przesiadką w Monachium albo Duesseldorfie. Dziś było normalnie u bez pospiechu: mogłem pójść normalnie na lunch z koleżanką, spokojnie skończyć pracę, wyjść z biura bez pośpiechu i zdążyć na samolot o 21 a jeszcze przed północą być już w hotelu we Wrocławiu.
Dziwnie było zobaczyć Wrocław na tablicy odlotów. Odległość jakby się zmniejszyła.
Zamierzam korzystać z tej dogodności ile się da i spędzać możliwie jak najwięcej weekendów we Wrocławiu z rodziną i przyjaciółmi, zwłaszcza teraz jak robi się coraz cieplej. M z entuzjazmem przyjął pomysł kursowania między Wrocławiem a Bernem, bo w Polsce bardzo mu się podoba, zwłaszcza że krąg moich znajomych mówiących po włosku znacznie ostatnio mi się powiększył. Jak tylko wrócimy z Kataru na pewno zaplanujemy nasz pierwszy wspólny wyjazd.
K. wydaje się bardzo poruszona całą sytuacją w pracy, dałem jej do zrozumienia, że podpisuje się obiema rękami pod tym co wcześniej napisałem jej w mejlu i to chyba najbardziej ją zabolało. Nie wiem, może liczyła że po dwóch tygodniach spuszczę z tonu a może nawet że ją przeproszę. Nasza pierwsza rozmowa nie była przyjemna, ona płakała a ja odtwarzałem jeszcze raz to samo co wcześniej jej pisałem, po czym wyczuwając że jest w lekkim szoku zaproponowałem zająć się biznesem, wrócić do naszej agendy i spraw bieżących. Nie miałem zupełnie ochoty słuchać jak beczy, jęczy i smarka mi do ucha.
Szybko mi się za tą szorstkość oberwało, nie dostałem zgody na uczestnictwo w czerwcowej konferencji w Hamburgu. Miałem wziąć udział w dyskusji panelowej z czwórką innych gości oraz wygłosić 20 minutowe przemówienie. Powiedziała twardo nie, twierdząc że do czerwca jest sporo czasu i wiele może się jeszcze wydarzyć, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że termin potwierdzenia uczestnictwa mija za kilka dni. Zgodziłem się z nią, bez zająknięcia, w końcu ja te że nie wiem, co będzie jutro a co dopiero za 3 miesiące, na co lekko poirytowana szybko zakończyła rozmowę rozłączając się bez pożegnania.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz